Fot. Jakub Wittchen

Eksperymentalny jazz z nowojorskiego downtown zazwyczaj kojarzy się z zadymionymi, klaustrofobicznymi klubami, w których muzycy tłoczą się na mikroskopijnych scenach. Wczorajsze koncerty w ramach 16. edycji Enter Enea Festival ostatecznie obaliły ten mit. Trzyczęściowy maraton z muzyką Johna Zorna nad poznańskim Jeziorem Strzeszyńskim udowodnił, że genialna, bezkompromisowa muzyka potrzebuje jedynie otwartych głów i dobrej akustyki.

Sprowadzenie Johna Zorna na polską scenę plenerową to wydarzenie bez precedensu. Organizatorzy zaserwowali publiczności perfekcyjnie zaprojektowany wieczór, w którym każda kolejna godzina podbijała dynamikę i zagęszczała muzyczną fakturę.

Mistyczne otwarcie: Julian Lage i Gyan Riley

O godzinie 19:30, w promieniach zachodzącego słońca, na scenie pojawił się niezwykły duet: Julian Lage (gitara elektryczna) oraz Gyan Riley (gitara klasyczna). Ich interpretacje zornowskich kompozycji otworzyły wieczór w sposób niemal mistyczny, a delikatne przyjemne dźwięki niespiesznie unosiły się nad publicznością.

Był to koncert utkany z detali. Artyści balansowali na styku muzyki kameralnej, współczesnego folku oraz żydowskiej tradycji, wplatając w to wszystko subtelną, latynoską pulsację. Obaj gitarzyści pokazali niezwykłą wrażliwość na dynamikę – momentami cisza między dźwiękami “grała” równie mocno, co uderzenia w struny. Zgromadzeni słuchacze w absolutnym skupieniu chłonęli to kojące, przestrzenne brzmienie. Było to piękne wprowadzenie do dalszej części wieczoru.

Muzyczna burza: Brian Marsella Trio na scenie

Zupełna zmiana ciężaru gatunkowego nastąpiła punktualnie o 21:00. Na scenę wkroczył pianista Brian Marsella w towarzystwie absolutnie topowej sekcji rytmicznej – basisty Jorge Roedera i perkusisty Chesa Smitha. Ich program, zatytułowany Impromptus, nocturnes and ballades, okazał się istnym żywiołem, który błyskawicznie zmył spokój pozostawiony przez gitarzystów.

Dynamiczne brzmienia, szalone improwizacje, cudowna kakofonia dźwięków, wszystko to sprawiało, że czuliśmy się jak bohaterowie amerykańskich filmów siedzący w najlepszych nowojorskich knajpach jazzowych. Marsella to na fortepianie prawdziwy wulkan – muzyk o niezwykle mocnym, perkusyjnym uderzeniu. Wczorajszy set imponował rozpiętością:

Należy tu złożyć hołd sekcji rytmicznej. Znakomity Jorge Roeder udowodnił niebywałą elastyczność i sprężystość w trzymaniu time’u, idealnie spajając pianistyczne szaleństwo Marsella z potężną, polirytmiczną maszynerią napędzaną przez bębny Smitha. Zamknąwszy oczy, można było poczuć się jak w legendarnym nowojorskim Village Vanguard.

Wielki finał: John Zorn i New Masada Quartet

Napięcie rosło z każdą minutą, nic więc dziwnego, że finałowy koncert rozpoczął się przed czasem (co na tym festiwalu zdążyło się chyba pierwszy raz). Kiedy New Masada Quartet przejął scenę, sam John Zorn mimo upływu lat udowodnił, że jego status niekoronowanego króla nowojorskiej awangardy pozostaje całkowicie niezagrożony.

Nie było tu miejsca na muzealną nostalgię. Kwartet tchnął w klasyczny już katalog formacji Masada potężną, świeżą energię. Radosna, wpadająca w ucho klezmerska melodyka zderzyła się z brutalną, wręcz punkową energią free jazzu oraz głębokim melodyjnym bluesem.

Zorn zachwycał nie tylko przeszywającym brzmieniem swojego altu. Kluczem do magii tego występu było słynne błyskawiczne dyrygowanie zespołem za pomocą nagłych gestów dłoni. Dzięki temu muzyka, zmiany tempa i podziały ról w zespole rodziły się tu i teraz, bezpośrednio na oczach zafascynowanej widowni.

Triumf muzyki bez kompromisów

Wczorajszy wieczór potwierdził, że Enter Enea Festival to wydarzenie niezwykle odważne artystycznie. Przeniesienie bezkompromisowej, surowej nowojorskiej awangardy w naturalne, plenerowe przestrzenie Strzeszynka okazało się strzałem w dziesiątkę, tworząc kontrast, który wyostrzył zmysły słuchaczy.

Dla takich chwil, pełnych nieprzewidywalnego i wirtuozerskiego interplayu, warto śledzić jazz na żywo. Enter Enea Festival po raz kolejny zawiesił poprzeczkę na najwyższym, światowym poziomie, a przed nami wciąż dwa festiwalowe dni (gdzie usłyszymy m.in. Stanleya Clarke’a i Kingę Głyk). Będzie się działo!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *