Lokalny Fyrtel

To co najciekawsze w Poznaniu i okolicach

Motoryzacja

Nowy Opel Mokka – śladami poznańskiego street-artu

W moje ręce wpadł Nowy Opel Moka – samochód niezwykły. Na jego premierę czekałem z niecierpliwością. Wszystko wskazywało, że Opel zaszalał i stworzył auto inne niż zwykle. Czy tak jest rzeczywiście? Zapraszam do lektury.

Kilka lat jeździłem Astrą, dlatego gdzieś tam sentyment do marki został. Nigdy mnie nie zawiodła, była tania w utrzymaniu, praktyczna, bardzo rozsądna, ale bez cienia fantazji. Tak też zawsze postrzegałem Opla. Dostajemy to czego oczekujemy od auta i nic więcej. Drobnym wyjątkiem był Opel Grandlad X Hybrid4, którym jeździłem w ubiegłym roku. Tam charakteru i fantazji dodawał głównie 300 konny silnik hybrydowy. Lekko usportowione nadwozie robiło robotę, ale już wnętrze było stonowane i oczywiste. Nie mogę natomiast powiedzieć tego o nowym Oplu Mokka.

W tym wypadku doszło wręcz do rewolucji! Stateczny producent wreszcie stworzył samochód, który jest jakiś. Odwrócono priorytety. Najważniejszy jest efekt łał, a dopiero potem funkcjonalność i inne głupoty. I napisze to już teraz. Jeżeli chcecie auto praktyczne i rozsądne to raczej postawcie na trochę tańszego Crosslanda. Ale jeżeli lubicie motoryzację, chcecie się wyróżnić i przyciągać wzrok przechodniów, mieć uśmiech na twarzy w czasie jazdy, a co najważniejsze, chcecie być fajni wybierzcie Mokkę. Zdarzało mi się jeździć różnymi autami, ale absolutnie żaden tak bardzo nie zawracał na siebie uwagi. Każdy kto przechodził obok zawieszał na nim wzrok. Ale czy można im się dziwić?

Z zewnątrz Mokka prezentuje się znakomicie. Testowana wersja to model GS Line, który wygląda świetnie. Biały lakier, czarny dach i ten czerwony pasek nad oknami. Całość wygląda genialnie. Czarny przód (w tym znaczek) to strzał w dziesiątkę. Tył prezentuje się równie dobrze i zadziornie. Czarny znaczek i charakterystyczna czcionka sprawią, że nie pomylimy tego modelu z żadnym innym. Dopełnieniem są bajeczne (oczywiście czarne), 18 calowe felgi z czerwonymi akcentami, które znakomicie pasują do tego modelu. Jestem przekonany, że Mokka wyznacza właśnie nowy kierunek projektowy dla Opla. Uważam, że podjęte ryzyko się opłaci i będzie to najpopularniejszy model marki, bo przecież nie oszukujmy się, kupujemy oczami. Ale czas zajrzeć do środka.

I tu ponownie zaskoczenie. Całkowicie nowa deska rozdzielcza z dwoma ekranami, prezentuje się bardzo dobrze. Nadaje autu charakteru, ale nie jest zbyt krzykliwa. Czerwone wstawki również robią robotę. Lekko mieszane uczucia mam z elementami imitującymi karbon, ale kurczę one też są fajne. Naprawdę ciężko przyczepić się do nowego wnętrza. Zostały oczywiście charakterystyczne pokrętła do klimatyzacji (za co chwała). Pozostawiono również fizyczne przyciski pod środkowym ekranem, które znacznie ułatwiają jego obsługę. Pozwalają płynnie i szybko przechodzić między poszczególnymi funkcjami.

Jeżeli nie dla wygody jazdy, to dla obłędnego wyglądu, warto wybrać automatyczną skrzynię biegów. W takiej konfiguracji tunel środkowy wygląda doskonale. Minimalizm, funkcjonalność i prostota w najczystszej postaci. Nie ma tu drążka, tylko świetnie wkomponowany przełącznik oraz przyciski. Bajecznie prosto można zmieniać tryby jazdy oraz wyłączyć różne elektroniczne wspomagacze, jeżeli macie na to ochotę. Co ciekawe wybierając automat nie ma obecnie możliwości dokupienia podgrzewania kierownicy. Mam nadzieję, że to niedopatrzenie niedługo zostanie naprawione. Automat sprawia, że nie musimy ciągle machać ręką nad tunelem środkowym. Jest więc szansa, że w ten sposób zastosowany tam piano black nie będzie się tak brudził. Bez odcisków palców wygląda zjawiskowo. Ale czas na łyżkę dziegciu w tej beczce miodu. 

Jak można było zostawić tradycyjną oplowską kierownicę?! Nie zrozumcie mnie źle, bardzo ją lubię. Dobrze leży w dłoniach, jest prosta w obsłudze, ale nijak nie pasuje do charakteru Mokki. Jest zwyczajnie nudna. Powinna mieć bardziej drapieżny charakter. W dodatku pozostawiono srebrny znaczek, który zupełnie nie koreluje z tym co mamy na zewnątrz. Dlaczego nie jest czarny? Nie jest to oczywiście najgorsza rzecz na świcie, ale mogła być to genialna wisienka na przepysznym torcie. Na szczęście fotele były nie tylko ładne, ale i na tyle wygodne, że nie potrafiłem dłużej gniewać się na projektantów i z uśmiechem ruszyłem w drogę.

Testowy model miał pod maską 130 konny silnik i 8 stopniowa automatyczną skrzynię biegów. Dla entuzjastów ostrej jazdy zastosowano manetki przy kierownicy. Moim zdaniem to niepotrzebna atrakcja, która nie przydaje się w jeździe. Raczej przypadnie do gustu osobom lubiącym poszaleć gdzieś na bocznych drogach. Auto w trybie sport sprawuje się doskonale i nie czułem potrzeby kręcenia Mokki na jeszcze wyższe obroty. W tym ustawieniu silnik zaczyna przyjemnie mruczeć, co wywołało ogromny uśmiech na mojej twarzy. Aż ściszyłem radio na trasie i kilkukrotnie dodawałam więcej gazu, tak tylko dla zabawy. Gdyby ktoś mi powiedział, że 130 konny Opel dostarczy mi tyle radości, to bym go wyśmiał.

Bardzo trudno jest stwierdzić czy jest to duże auto. Na żywo wygląda znacznie potężniej niż na zdjęciach, ale zerkając do tabeli to jakoś specjalnie się nie wyróżnia się wielkością. Nie mam pojęcia jak zrobili to projektanci, ale gdy patrzymy na Mokkę wydaje się, że mamy do czynienia ze znacznie potężniejszym autem. Małe okna sprawiają, że wewnątrz możemy poczuć się lekko przytłoczeni. Siadając na fotelu kierowcy w pierwszym momencie wydaje się, jakby przednia maska była olbrzymia. Musiałem trochę pojeździć, aby przyzwyczaić się, że to tylko złudzenie. Osobiście lubię takie auta, gdzie jestem obudowany z każdej strony. Nie należy tego absolutnie mylić z małą ilością miejsca, którego przynajmniej z przodu nie brakuje. Osoby siedzące na tylnej kanapie mogą natomiast czuć się lekko niedopieszczone.

Czas na kilka praktycznych uwag. Bagażnik jest wystarczający (w ogóle nie interesuje mnie realna pojemność). Ja przewoziłem w nim rolki. Oczami wyobraźni właśnie tak chciałbym widzieć codziennie użytkowanie tego auta. Mokka jest zwyczajnie zbyt fajna do wożenia codziennych zakupów. Jeżeli sami lubicie malować graffiti, a nie tylko oglądać jak ja, to przedni schowek jest zaskakująco duży i bez problemu kilka puszek tam zmieścicie. Większe ilości to już do wspomnianego bagażnika. Przy wsiadaniu trzeba też się przyzwyczaić do dość wysokiego progu. I to by było chyba wszystko co może przeszkadzać użytkownikom. Przy tym co dostajemy w zamian to naprawdę rzeczy niewarte uwagi.

Opel Mokka to najładniejszy i najfajniejszy samochód w całej gamie producenta. Odważniejszy design to być może pochodna dołączenia do grupy PSA, ale jeżeli takie mają być konsekwencję to jestem jak najbardziej na tak. Wreszcie możemy kupić Opla, na którego chcemy patrzeć. I powtórzę to po raz setny jest FAJNY. To auto stworzone w pierwszej kolejności dla kierowcy. Daje niewyobrażalną frajdę, której zupełnie się nie spodziewacie. Ten test obudził we mnie dzieciaka, który cieszy się ulubioną zabawką. Mokka to właśnie taka fajna zabawka dla dużych chłopców. Jazda Oplem sprawiła, że miałem mega radochę. Świat się kończy!!!

Po więcej zdjęć z Opla Mokki oraz murali zapraszam na mój instagram

Auto do testu udostępnił mi salon Szpot sp. z o.o.

SWARZĘDZ – JASIN 62-020 Swarzędz-Jasin, ul. Wrzesińska 191, tel. 61 654 43 00

POZNAŃ 61-131 Poznań, ul. Kaliska 2, tel. 61 668 35 00

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *