Lokalny Fyrtel

To co najciekawsze w Poznaniu i okolicy




Kultura

Pinokio. Wyprawa do świata baśni

Włosi uwielbiają małego drewnianego chłopca. U nich najnowszy film Matteo Garrone zarobił miliony euro, a od kilku dni próbuje podbić nasze serca. Czy jednak Polacy będą chcieli oglądać kolejną interpretację książki Carlo Collodi?

Na początek dostajemy dobrze nam znaną twarz. Roberto Benigni, który 18 lat temu sam podjął się próby ekranizacji i zagrał tytułową postać, tym razem wciela się w Geppetta. Kupuje mnie od pierwszej sceny, gdy wchodzi do gospody i szuka mebli do naprawy. Reżyser wydobył z aktora to co najlepsze, powstrzymując jego zapędy do nadekspresyjności. Przez chwilę miałem nadzieję, że zamiast oglądać poczynania drewnianego chłopca zobaczymy, co w tym czasie robi jego ojciec.

Ale to jednak film o tytułowym Pinokio, którego sportretował Federico Ielapi. Bardziej od gry aktorskiej rzuca się w oczy jego wygląd. Podobno chłopiec spędzał po trzy godziny dziennie przed rozpoczęciem zdjęć w charakteryzatorni. Efekt końcowy jest bardzo interesujący, ale sam nie jestem wstanie ocenić, czy ta wizja trafia w moje gusta, biorąc po uwagę fakt, że miała to być najwspanialsza laka na świecie.

Zresztą cała strona wizualna prezentuje się ciekawie. Nie jest to zaskoczeniem dla osób, które miały przyjemność zobaczyć poprzednią baśń Garrone, czyli Pentameron. Tam warstwa wizualna była czymś co na dłużej pozostaje w pamięci. W tym przypadku jest podobnie. Reżyser przenosi nas do cudownego baśniowego świata. Niestety momentami brakuje mu konsekwencji w działaniu. Mamy tu sporo charakteryzacji i praktycznych efektów, pomieszanych ze średniej jakości CGI. O ile postaci drewnianych lalek zawładnęły moim sercem, o tyle chociażby wieloryb zupełnie nie pasował do konwencji. Część zwierząt jest prawdziwa, a część antropomorfizowana. Naprawdę nie wiem, dlaczego twórcy postawili na taką różnorodność.

Ta ekranizacji będzie też zaskoczeniem dla osób mających w pamięci Disneyowską wersję. Ten obraz jest znacznie bliższy książce. Nie zdziwcie się, że nos Pinokia rośnie tylko jeden raz przez cały film. Nie jest to też tak lekka i frywolna opowieść. Reżyser bardziej stawia na akcenty dramatyczne. Naturalizm niektórych scen może być za mocny dla najmłodszych widzów. Tu dostrzegam problem filmu. Jest za mroczny dla małych dzieci, ale jednocześnie zbyt dziecinny dla starszego widza.

Najnowsza wersja Pinokia nie zbawi polskich kin. Sądzę, że wybiorą się na nią miłośnicy talentu Roberto Benigniego oraz Matteo Garrone. Reszta pewnie nawet nie zorientuje się, że mamy taki obraz na ekranach. I zupełnie się im nie dziwię. Mimo kilku naprawdę świetnych pomysłów oraz interesującej warstwy wizualnej, nie porwała mnie sama opowieść. Może to problem tego, że i tak wiedziałem co się dalej wydarzy?

Jeżeli lubicie włoskie filmy i historię drewnianej lalki, która pragnęła być chłopcem to możecie wybrać się do kina. W innym przypadku chyba bym zrezygnował. Oprócz kilku smaczków obraz ten nie wnosi nic nowego do dobrze znanej opowieści. Mi pozostaje czekać na kolejną ekranizację Pinokia, którą powoli kończy Guillermo del Toro, z nadzieją, że tchnie on nowe życie w drewnianego chłopca.

6/10

Patryk Szczechowiak




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *