Lokalny Fyrtel

To co najciekawsze w Poznaniu i okolicach




Festiwale Kultura

Poznań Jazz Album, czyli wstęp do Ery Jazzu

Już za moment rozpocznie się tegoroczna odsłona Festiwalu Era Jazzu. Wraz z biletami na koncerty otrzymałem płytę Poznań Jazz Album – Antologia nagrań poznańskiego jazzu. Niestety zamiast umilić sobie czas, to po wysłuchaniu nagranych utworów tylko zaostrzył się mój apetyt i już nie mogę się doczekać festiwalowych koncertów.

Jazz w Poznaniu ma długa historię. Już w latach dwudziestych XIX wieku w Stolicy Wielkopolski pojawiła się moda na jazz, o czym nie wiedziałem. Ja jazz odkryłem za sprawą Krzysztofa Komedy i jego cudownej muzyki do filmów Romana Polańskiego. Nie bez przyczyny lata pięćdziesiąte w Poznaniu określane bywają czasem Komedy. W kolejnych dekadach pojawiali się koleni artyści kultywujący te tradycję. I tak dochodzimy do lat współczesnych.

Ja pisze Dionizy Piątkowski – „Poznań Jazz Album – Antologia nagrań poznańskiego jazzu” jest pierwszym tego typu wydawnictwem kompleksowo prezentującym historię jazzu w Poznaniu. Wielopłytowy zestaw obejmuje zarówno nagrania najnowsze i unikalne projekty, jak i nigdy dotąd nie publikowane nagrania archiwalne. W moje ręce wpadła pierwsza płyta prezentująca efekt pracy poznańskich muzyków z legendami jazzu.

Gdy tylko włączyłem płytę dotarły do mnie miłe i znane dźwięki. Spojrzałem na okładkę i okazało się, że moje przeczucie się nie pomyliło. Na otwarcie dostajemy utwór w wykonaniu PJZP Orchestra & Stanleya Jordana zarejestrowany podczas Festiwalu Era Jazzu w 2019 roku. Byłem na tym koncercie (o czym przeczytacie tutaj) i mogłem myślami powrócić do tamtych cudownych chwil. Zresztą cała płyta to wspaniała wędrówka po koncertach zarejestrowanych podczas różnych edycji festiwalu.

Znajdziemy tu szereg uznanych artystów jak Jean Luc Pont, Stanley Jordan, Krzesimir Dębski, czy Kacper Smoliński.  Słuchając tej płyty najlepiej zamknąć oczy, rozsiąść się wygodnie w fotelu i delektować dźwiękami. To jest rzecz tak przyjemna, że powinna być sprzedawana w aptece zamiast leków uspokajających. Na godzinę udało mi się wyrwać z tego świata, zapomnieć o wszystkim i utonąć w jazzowych dźwiękach.

Niestety najgorsze przyszło, gdy minęło ostatnie nagranie. Zwyczajnie chciałem więcej! Nirwana, którą osiągnąłem poszła w zapomnienie, a ja przebieram nogami, na myśl o tegorocznych koncertach. Na szczęście pierwszy już w niedzielę, a w ramach oczekiwania przesłucham płytę jeszcze raz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.