Fot. Dawid Stube

Z okazji 70. rocznicy Poznańskiego Czerwca ’56, Teatr Muzyczny w Poznaniu przygotował widowisko, które wymyka się wszelkim schematom. „Rewolta” to punk-rockowa opera o wyzwoleniu, która w rytmie muzyki zespołu Maanam opowiada o ludziach rzucających wyzwanie beznadziei. To spektakl brudny, głośny i do bólu szczery.

Maanam jako lustro historii

Pomysł, by wykorzystać piosenki Kory i Marka Jackowskiego jako komentarz do wydarzeń z 1956 roku, zasługuje na najwyższe uznanie. To niesamowite, jak twórczość Maanamu, powstała kilkanaście lat później, koresponduje z robotniczym zrywem. W broszurach Teatru Muzycznego w Poznaniu mogliśmy przeczytać, że przeboje Maanamu nie są tylko tłem, ale komentarzem do tamtych wydarzeń. Nie jest to jedynie zabieg marketingowy – teksty Kory stają się tu organiczną częścią narracji.

Część utworów nabrała dla mnie zupełnie innego znaczenia. Dzięki „Rewolcie” na nowo spojrzałem na przecież bardzo dobrze znane przeboje.  Ogromna w tym zasługa Łukasza Damrycha. Jego aranżacje nadały znanym utworom nowe, mroczne i surowe brzmienie. „Smycz” wstrząsa jako symbol zniewolenia,  systemowej opresji i fabrycznego rygoru. Z kolei „Krakowski spleen”, osadzony w realiach szarego, komunistycznego Poznania, wywołuje ciarki. Szczególnie porusza moment, gdy w trakcie tego utworu na scenografii pojawiają się daty kolejnych zrywów prowadzących do upadku komunizmu – to zbiorowa tęsknota za „światłem”, która w tamtym momencie wydawała się nieosiągalna.

Bratobójczy dramat w cieniu fabryki

Twórcy słusznie zrezygnowali z suchej rekonstrukcji historycznej na rzecz dramatu rodzinnego. Historia dwóch braci to soczewka, w której skupiają się losy podzielonego narodu.

  • Franek – intelektualista przymuszony do pracy fizycznej, widzący fałsz systemu.
  • Mietek – partyjny aparatczyk, wierzący w „wspólne dobro” dyktowane przez partię.

Ich starcie to coś więcej niż kłótnia – to potężna lekcja o postawach wobec totalitaryzmu i cenie, jaką płaci się za wierność własnym przekonaniom.


Fot. Dawid Stube

Szczuny: Serce poznańskiej ulicy

Konceptem, który całkowicie skradł moje serce, jest grupa „Szczunów”. Pełnią oni poniekąd rolę chóru z antycznej tragedii – komentują wydarzenia, łamią czwartą ścianę i wywierają presję na bohaterach. Są ucieleśnieniem poznańskiej ulicy: dumnej, zadziornej i lojalnej wobec swoich.

Każda z postaci ma wyrazisty rys psychologiczny: od wiecznie powątpiewającego Szczególarza, przez ironicznie komentującą rzeczywistość Ironistkę, aż po Dociekliwą, która nie przyjmuje półprawd. Ich język, przesiąknięty lokalną gwarą, przypomina o tożsamości Poznania, nadając całości unikalny, „fyrtlowy” charakter. To oni są silnikiem tej rewolucji – to im „młoda burzy się krew”.

Minimalizm i potęga technologii

Minimalistyczna scenografia Mirka Kaczmarka to popis oszczędności formy przy maksymalnej sile przekazu. Surowa scenografia Betonowe ściany i industrialne konstrukcje tworzą klaustrofobiczną przestrzeń. Na szczególną pochwałę zasługuje precyzyjny mapping. Dzięki niemu tło przestaje być statyczne – staje się aktywnym uczestnikiem widowiska, pulsującym w rytm wykonywanych utworów i dopełniającym ich emocjonalny przekaz.


Fot. Dawid Stube

Finał, który zwala z nóg

Choć spektakl wypełniony jest duszną atmosferą i agresywnym brzmieniem, finał przynosi coś nieoczekiwanego. Wykonanie „Oprócz błękitnego nieba” w formie melancholijnej ballady pozbawionej „wakacyjnego” luzu jest wstrząsające. To moment, w którym widz najpełniej rozumie, że robotnicy w czerwcu ’56 walczyli o coś więcej niż chleb – walczyli o prawo do zwyczajnego, godnego życia bez strachu.

Niezwykle mocną, mistyczną wręcz klamrą narracyjną jest przywołanie mowy obrończej z procesów poznańskich, w której pada proroctwo Kory (bogini Persefony) z „Nocy listopadowej” Wyspiańskiego: „Umierać musi, co ma żyć”. To genialne spięcie klamrą historycznego etosu adwokatów z 1956 roku z postacią Kory Jackowskiej domyka spektakl w sposób, który sprawia, że po wyjściu z teatru jeszcze długo idzie się w milczeniu przez miasto.

Werdykt

„Rewolta” w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego to emocjonalny rollercoaster. Twórcy udowodnili, że o historii można opowiadać językiem współczesnej kultury, zachowując najwyższy szacunek do faktów. To pozycja obowiązkowa – dla każdego, kto chce poczuć, jak smakuje wolność wyrywana systemowi siłą i jak wielką cenę trzeba za nią zapłacić.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *