DYSTANS reż. Tiago Rodrigues

Czy można opowiedzieć o globalnej katastrofie, kryzysie klimatycznym i nieodwracalnym pęknięciu pokoleniowym, rezygnując całkowicie z widowiskowej scenografii? Tiago Rodrigues w swoim najnowszym spektaklu „Dystans” (oryg. La Distance) udowadnia, że najgłębszy dramat rodzi się na styku minimalizmu i dojmującej ciszy kosmicznej próżni. Spektakl, prezentowany w ramach tegorocznego Festiwalu Malta pod sztafażem inteligentnego science-fiction, oferuje widzowi genialną merytorycznie i poruszającą wiwisekcję ludzkiej samotności.

Portugalczyk zamyka tę uniwersalną opowieść w niezwykle rygorystycznych ramach formalnych. Przenosimy się do roku 2077. Ziemia, wyniszczona rabunkową gospodarką człowieka i nieodwracalną katastrofą ekologiczną, powoli dogorywa. Część ludzkości, rekrutująca się głównie z młodego pokolenia, decyduje się na radykalny krok – bezpowrotną emigrację na Marsa, by tam, spróbować zbudować nową cywilizację.

W rękach hollywoodzkiego rzemieślnika byłby to punkt wyjścia do wysokobudżetowego blockbustera. Rodrigues jednak bezceremonialnie odziera tę historię z widowiskowości, sprowadzając cały międzyplanetarny epos do wymiaru jednej, przerywanej opóźnieniami technicznymi rozmowy telefonicznej między ojcem, który zdecydował się pozostać na umierającej Ziemi, a córką, która wyruszyła w nieznane.

Słowo jako jedyne uniwersum

„Dystans” to teatr wybitnie tekstocentryczny, oparty na bezwzględnym prymacie żywego słowa. Tkanka dramaturgiczna – celowo rwana, gęsta od bolesnych pauz i niedopowiedzeń – samodzielnie buduje całe uniwersum spektaklu. Miliony kilometrów fizycznej odległości dzielącej planety stają się tu potężną, wielowarstwową metaforą.

Bohaterowie, choć połączeni niezaprzeczalną nicią autentycznej miłości, zaczynają posługiwać się zupełnie innymi kodami kulturowymi i językowymi. Najsilniejszy konflikt ogniskuje się wokół ich skrajnie odmiennych filozofii życiowych: Ziemia w oczach córki to symbol skompromitowanej przeszłości i błędów starej generacji, których młodzi nie zamierzają dłużej dźwigać na swoich barkach.

Kluczowym i najbardziej przejmującym zabiegiem dramaturgicznym jest tutaj fizykalne uwzględnienie opóźnienia w transmisji sygnału. Wprowadzenie zasady „jednego strzału” – gdzie każda wypowiedź musi być nagrana w całości bez poprawek, a odpowiedź może nadejść dopiero po dotarciu komunikatu do adresata – genialnie oddaje tragizm relacji, w której słowa niemal dosłownie trafiają w kosmiczną próżnię.

Triumf ascetyzmu

Wizualna i reżyserska koncepcja spektaklu zachwyca kompozycyjnym rygorem. Rodrigues z pełną świadomością uniemożliwia aktorom wejście w klasyczną, sceniczną interakcję psychologiczną.

Umieszczenie bohaterów po dwóch przeciwnych stronach powoli, hipnotyzująco obracającej się platformy to zabieg wybitny w swojej prostocie. Każdy obrót to nie tylko zmiana perspektywy, ale i bezlitosny symbol nieubłaganie upływającego czasu. Na scenie oprócz bohaterów mamy tylko surowy kawałek skały oraz usychające, nagie drzewo – wymowne znaki utraconego raju.

Aktorzy nie patrzą na siebie. Ich wzrok skierowany jest stale w stronę widowni. To my, jako obserwatorzy tego intymnego dramatu, stajemy się jedynym medium, w którym ich spojrzenia mogą się symbolicznie przeciąć.

Te wszystkie zabiegi w połączeniu z gęstym, niepokojącym i wręcz fizycznie odczuwalnym udźwiękowieniem, dosłownie zasysa widza w orbitę międzyplanetarnej alienacji.

Aktorski koncert na dwa odizolowane głosy

Ciężar tak ascetycznie skrojonej formy teatralnej spoczywa w stu procentach na rzemiośle aktorskim. Przymus zbudowania głębokiej, intymnej relacji bez możliwości fizycznego kontaktu to dla aktorów najwyższa próba warsztatowa, z której wychodzą obronną ręką.

Adam Diop w roli ojca buduje na scenie poruszający pomnik pokoleniowej porażki i bezbrzeżnej melancholii. Jego głos – pełen wewnętrznych wahań, ciepła, a zarazem bezsilnego, skrywanego bólu – to absolutny majstersztyk powściągliwej ekspresji. Diop nie szarżuje, nie szuka łatwego patosu.

Z kolei Alison Dechamps jako córka staje się na scenie magnetycznym ucieleśnieniem chłodnego buntu i podszytej lękiem nadziei. Jej radykalna decyzja o odcięciu się od „starego świata” pulsuje w każdym, wypowiadanym z mechanicznym opóźnieniem słowie. Dechamps fenomenalnie balansuje na granicy emocjonalnego dystansu i ukrytej tęsknoty za utraconym domem.

Teatr głębokiego niepokoju

„Dystans” Tiago Rodriguesa to teatr wymagający, bezkompromisowy wobec populistycznych nawyków współczesnego widza. Zmusza nas do porzucenia dynamicznego tempa codzienności na rzecz spowolnionego, kosmicznego rytmu i maksymalnego skupienia się na niuansach słowa.

W programie tegorocznego Festiwalu Malta spektakl ten jawi się jako absolutna perła – dzieło boleśnie aktualne, zachwycające czystością formy i rzadko spotykaną wrażliwością reżyserską. Z kina science-fiction wychodzimy zazwyczaj z przebodźcowaną głową i szumem w uszach. Z teatru Tiago Rodriguesa wychodzi się w absolutnej ciszy, z głęboko zaciśniętym gardłem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *