The Last-Blossom

Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych Animator w Poznaniu po raz kolejny udowadnia, że animacja to doskonałe medium do opowiadania wyjątkowych i złożonych historii. Tym razem miałem okazję zobaczyć japoński film „The Last Blossom”. Za sterami tej niezwykłej produkcji stanął reżyser Baku Kinoshita, wspierany przez scenarzystę Kazuyę Konomoto – duet odpowiedzialny za wielokrotnie nagradzany serial „Odd Taxi”. Czy ich pełnometrażowy debiut dorównuje telewizyjnemu hitowi?

Od celi śmierci po japońskie lato lat 80.

Historia zaczyna się mrocznie i klaustrofobicznie. Poznajemy Akutsu, starszego więźnia odsiadującego wyrok dożywocia. Mężczyzna wegetuje w izolatce, czekając na samotną śmierć. Jednak jego więzienną rutynę przerywa niespodziewany i na wskroś surrealistyczny element – głos gadającego kwiatu niecierpka, który z dozą cierpkiego humoru zaczyna z niego kpić. Ta absurdalna wymiana zdań staje się wehikułem czasu, który przenosi widza prosto do lata 1987 roku.

To właśnie tam, w nadmorskim miasteczku, młody i spłukany yakuza Akutsu wprowadza się do podrzędnego mieszkania załatwionego przez jego brata krwi, Tsutsumiego. Przed domem rośnie wspomniany niecierpek. Główny bohater tworzy prowizoryczną, ale pełną ciepła rodzinę z Naną i jej nowo narodzonym synem, Kensuke. Sielanka zostaje jednak brutalnie przerwana. Dziecko okazuje się bardzo chore, a na jego leczenie potrzeba ogromnej kwoty. Akutsu decyduje się na desperacki krok: wspólnie z Tsutsumim planują zabić swojego szefa i obrabować sejf yakuzy z 300 milionów jenów.

Kino gangsterskie spotyka poetycką melancholię

Muszę przyznać, że „The Last Blossom” z gracją wymyka się prostym klasyfikacjom. Kinoshita po mistrzowsku łączy surowe elementy kina gangsterskiego z poetycką opowieścią o straconych szansach, winie i poszukiwaniu odkupienia.

Film, wyprodukowany przez uznane studio CLAP, zachwyca wizualnym dualizmem. Z jednej strony mamy szarą, depresyjną rzeczywistość więziennej izolatki, z drugiej – skąpane w słońcu, nostalgiczne i tętniące życiem kadry japońskiego lata. Ten kontrast potęguje emocjonalny ciężar decyzji podejmowanych przez głównego bohatera.

Ścieżka dźwiękowa skomponowana przez zespół Cero (z wpadającym w ucho utworem przewodnim „Moving Still Life”) idealnie podkreśla melancholijny, a zarazem miejski ton opowieści, nadając całości unikalny rytm, który trzyma w napięciu do ostatnich minut.

Antybohater i szczypta metafizyki

Kazuya Konomoto udowodnił, że potrafi napisać angażującą opowieść. Akutsu to antybohater, któremu z każdą kolejną minutą coraz mocniej kibicujemy. Pod twardą fasadą kryje się wyjątkowo dobroduszny człowiek, w pełni świadomy własnych błędów i słabości. Od samego początku jego nadrzędnym celem jest odwrócenie losu i naprawienie wyrządzonego zła.

„The Last Blossom” to kino niezwykle zaskakujące. Element metafizyki w postaci niecierpka (z którym rozmawiać mogą podobno tylko małe dzieci i osoby u progu śmierci) nadaje opowieści zupełnie inną perspektywę. Nawet główny bohater zastanawia się, czy to jedynie wytwór jego wyobraźni, ale ostatecznie, podobnie jak my, poddaje się tej sytuacji. Pozwala mu to odnaleźć spokój przed końcem.

Animacja bez granic

Baku Kinoshita pod maską klasycznej animacji i odrobiny magii przemyca głęboko humanistyczną, uniwersalną i momentami zabawną historię. To kino mądre, dopieszczone wizualnie i gęste od emocji. Prawdziwa perełka w repertuarze tegorocznego Animatora, która dobitnie przypomina, że animacja nie zna żadnych granic i jest fenomenalnym środkiem wyrazu.

Film ten możecie jeszcze zobaczyć w ramach tegorocznego Animatora. Najbliższy seans odbędzie się 8 lipca o godzinie 17:00 w Kinie Apollo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *