
Po dłuższej przerwie przyszła pora na powrót Lokalnego Fyrtla do motoryzacyjnych testów. Padło na Jetour T2 – samochód niezwykle chwalony przez dziennikarzy i jednocześnie pierwszy „chińczyk”, z którym miałem do czynienia na poważnie. Choć czasu na test było niewiele, a auto nie zdążyło ubrudzić się w prawdziwym terenie, spędziłem z nim wystarczająco dużo chwil, by wyrobić sobie opinię. Czy to tylko ładny SUV, czy coś znacznie więcej? Zapraszam na test!
Od razu zaznaczę: nie przeczytacie tu o kątach natarcia, wykrzyżach czy zdolnościach off-roadowych. Po pierwsze, na test miałem zaledwie kilka godzin, a po drugie – zupełnie się na tym nie znam. Bądźmy też szczerzy, zdecydowana większość klientów i tak nie zjedzie nim z asfaltu, a zaawansowane tryby jazdy terenowej wykorzysta co najwyżej w awaryjnych sytuacjach zimą. Dla większości nabywców Jetour T2 to przede wszystkim dobrze wyglądający, duży SUV w bardzo dobrej cenie. I właśnie na tych codziennych, użytkowych aspektach się skupiłem.

Wygląd, który przyciąga spojrzenia (i irytuje sąsiadów)
Jeśli lubicie anonimowość i chcecie wtopić się w tłum, od razu przestańcie czytać ten tekst – to nie jest auto dla Was. Dawno nie jeździłem samochodem, który tak mocno przyciągałby wzrok. Podczas postoju na zdjęcia przechodnie i rowerzyści zatrzymywali się, by z zaciekawieniem obejrzeć ten model. W trasie dzieciaki z innych aut machały nam przez szyby, nie mogąc oderwać wzroku od kanciastej, bojowej sylwetki T2. To świetny wybór dla rodziców, którzy szukają wygodnego sposobu na odwiezienie pociech do szkoły – gwarantuję, że dzieciaki będą zadowolone. A jeśli przy okazji chcecie podnieść ciśnienie zazdrosnemu o wszystko sąsiadowi? Strzał w dziesiątkę.
Oczywiście, patrząc na Jetoura T2, siłą rzeczy nasuwają się skojarzenia z Defenderem. Jednak nazywanie go „chińską kopią” byłoby mocno krzywdzące. T2 ma swój własny, indywidualny charakter i garść ciekawych rozwiązań stylistycznych. Producent z Państwa Środka postawił na nowoczesność i show. Na tylnej klapie, niczym w rasowej terenówce, dumnie prezentuje się osłona na koło zapasowe. Fakt, że wewnątrz kryje się tylko „dojazdówka”, nie ma większego znaczenia – wizualnie robi to świetną robotę. Auto posiada zresztą kilka detali pełniących wyłącznie funkcję estetyczną, ale mi to absolutnie nie przeszkadza.
Model ten z pewnością przypadnie do gustu gadżeciarzom. Na zagranicznych forach można znaleźć wiele ciekawych dodatków, które nadają T2 jeszcze więcej off-roadowego charakteru i dzielności terenowo-wyprawowej. To kwestia czasu, aż staną się równie popularne u nas.

Wnętrze: Luksus, wielki ekran i… problem z kawą
Podobno Chińczycy uwielbiają przepych i cyfrowe gadżety. Potwierdza to wnętrze T2. Zapomnijcie o tradycyjnych przyciskach. Centrum dowodzenia to potężny ekran dotykowy (prawie 16 cali) na środku deski rozdzielczej. Mając auto na zaledwie kilka godzin, było to uciążliwe. Przejście z bezprzewodowego Android Auto do menu klimatyzacji nie jest intuicyjne – w moim przypadku wymagało to wsparcia wujka Google. Przy dłuższym użytkowaniu z pewnością da się do tego przyzwyczaić (i poznać prostsze rozwiązania), ale w mojej prywatnej opinii fizyczne pokrętło temperatury zawsze wygra z dotykowym suwakiem. Taki jest jednak obecny trend w motoryzacji i musimy się z nim pogodzić. Na szczęście chociaż radiem możemy sterować z poziomu świetnie leżącej w dłoniach kierownicy.
Miłym zaskoczeniem jest tradycyjna, masywna dźwignia zmiany biegów na tunelu środkowym (żadnych pokręteł czy miniaturowych przycisków!), co nadaje wnętrzu terenowego charakteru. 7-biegowy automat można też obsługiwać łopatkami przy kierownicy.
Tu jednak płynnie przechodzimy do mojego największego zarzutu ergonomicznego – miejsc na napoje. Za selektorem biegów i pokrętłem trybów jazdy umieszczono miejsce na kubki. Jeśli wstawicie tam średnią kawę, wrzucenie biegu staje się niewygodne (na szczęście to automat). Co gorsza, kubek blokuje mechanizm otwierania schowka w podłokietniku. Żeby mieć do niego pełny dostęp, musimy wyciągnąć kubki i przesunąć osłonę. Dlaczego sami sobie tak utrudniamy życie? T2 to duży SUV stworzony do pokonywania dłuższych dystansów, więc kawa na pokładzie to standard (przynajmniej dla mnie). Projektanci ewidentnie tego nie przemyśleli, ale cóż… do tego też można się przyzwyczaić. Zresztą dobrze usytułowane miejsca na napoje spotkałem może w 2-3 autach w życiu.
Na szczęście wnętrze rekompensuje te niedogodności. Poziom komfortu ociera się o klasę premium. Podgrzewane i wentylowane fotele (elektrycznie sterowane), podgrzewana przednia szyba, panoramiczny szyberdach i fantastycznie wyglądająca tapicerka z ekologicznej skóry (zdecydowanie polecam tę w brązowym kolorze, którą mieliśmy w egzemplarzu testowym) sprawiają, że z Jetoura po prostu nie chce się wysiadać.

Silnik, spalanie i wrażenia z jazdy
Pod maską Jetoura T2 kryje się potężny, 2-litrowy silnik benzynowy generujący 254 KM. Mocy nie brakuje w żadnym zakresie obrotów. Auto jest dynamiczne i komfortowe, dając poczucie podróżowania rasowym krążownikiem szos.
Ze względu na ograniczenia czasowe nie miałem okazji sprawdzić go przy prędkościach autostradowych, gdzie – według opinii innych dziennikarzy – wyciszenie kabiny mogłoby być nieco lepsze (przy 140 km/h). Ja podczas standardowego użytkowania nie mogę narzekać na ten aspekt.
Złego słowa nie powiem też o apetycie na paliwo. Przy mojej „lekkiej” nodze i jeździe w cyklu mieszanym średnie spalanie wyniosło równe 9 litrów. Jak na tak duży i mocny samochód benzynowy – to naprawdę niezły wynik. Zerknąłem też w komputerze na dane długodystansowe u innych kierowców (którzy z autami testowymi rzadko obchodzą się delikatnie). Ekran pokazywał 11,5 l/100 km, co nadal jest akceptowalną wartością w tym segmencie.

Brak homologacji? To największa ukryta zaleta tego auta!
Jetour T2 nie posiada na ten moment pełnej homologacji europejskiej, co niesie za sobą jedną istotną wadę i… jedną gigantyczną zaletę. Wadą jest brak możliwości domówienia haka holowniczego – dopóki producent nie zdobędzie wszystkich unijnych „pieczątek”, o ciągnięciu przyczepy możecie zapomnieć.
Zaletą jest jednak brak systemu ISA (Intelligent Speed Assistance). Jeśli minimalnie przekroczycie prędkość, Jetour nie zacznie agresywnie pikać i informować o tym, że jesteście piratami drogowymi. Choć brzmi to absurdalnie, to najlepszy powód, by kupić to auto właśnie teraz – zanim wejdzie na pełną homologację i zostanie obłożone unijnymi, irytującymi systemami obowiązkowymi w każdym nowym pojeździe.

Podsumowanie
Za niespełna 175 000 zł dostajemy duże, nowoczesne, rzucające się w oczy i bogato wyposażone auto. W tym przedziale cenowym Jetour T2 praktycznie nie ma bezpośredniej konkurencji. Znajdziecie SUV-y o podobnych gabarytach, znajdziecie mocne silniki, ale nikt nie da Wam takiego poziomu wyposażenia za taką kwotę.
Osobiście musiałbym przymknąć oko na gigantyczny ekran, brak przycisków od klimatyzacji i niefortunnie skonstruowany podłokietnik. Wolałbym też dostać nieco większy bagażnik kosztem miejsca z tyłu, którego jest wręcz z za dużo. Niemniej, pomijając te drobiazgi, otrzymujemy świetny wóz, który przyjemnie się prowadzi. Przyznaję – Jetour T2 bardzo przypadł mi do gustu. Gdybym dziś szukał dużego, rodzinnego SUV-a i miał przygotowany odpowiedni budżet zająłby on jedno z pierwszych miejsc na mojej liście.
Po więcej zdjęć zapraszam na nasz instagram
Auto do testu użyczył mi salon Jetour Matsuoka Poznań
Armii Poznań 37, 62-030 Poznań
tel. 61 871 26 00