
Są takie samochody, na które po zaparkowaniu po prostu musisz jeszcze raz spojrzeć. Dzięki uprzejmości salonu Autocompol w moje ręce trafiła najnowsza odsłona Renault Clio w topowej wersji Esprit Alpine , która naprawdę przyciąga wzrok. Jako wielki fan małych, zgrabnych i dynamicznych aut nie mogłem się doczekać, aż otrzymam „kluczyki” i sprawdzę, czy nowe Clio to tylko „ładna buzia”, czy może król miejskiej dżungli?
Zanim jednak bezszelestnie ruszyłem z miejsca, musiałem Clio obejść dwa razy i chwilę popatrzeć cóż stworzyli francuscy projektanci, a jest na co! Nowe Clio wygląda drapieżnie. Ostre krawędzie, genialnie zaprojektowane przednie reflektory i tylny spojler zwieńczony kanciastymi lampami sprawiają, że auto jest agresywne i wydaje się, większe oraz znacznie bardziej muskularne niż w rzeczywistości. Projektanci wykonali kawał świetnej roboty – to bez wątpienia jedno z najładniejszych aut miejskich, jakie ostatnio widziałem. Dowód na to, że kupując hatchbacka segmentu B, wcale nie musisz rezygnować z ciekawego designu.

Sprawdzone rozwiązania
Wracając do „kluczyków” – od lat ich rolę w Renault pełni kultowa karta. Choć technologia gna do przodu, ona wciąż wygląda podobnie jak dwie dekady temu. I bardzo dobrze! Uwielbiam system Renault – skoro coś działa bezbłędnie, po co to zmieniać? Różnie bywało tylko z miejscem w aucie, gdzie kartę można odłożyć, ale akurat w Nowym Clio o tym pamiętali.
Nie bez powodu, wspominam to rozwiązanie, ponieważ obecnie producenci za bardzo zakochali się w nowinkach technologicznych i zapomnieli o praktyczności i wygodzie. To smutne, ale obecnie należy się cieszyć z takich rzeczy jak fizyczne przyciski i podkreślać, że w danym modelu jeszcze są! Możecie nazwać mnie „dziadersem”, ale nie wszystko powinno być obsługiwane za pomocą ekranu. Fizyczne przyciski do klimatyzacji czy podgrzewania foteli to w dzisiejszych czasach skarb. Nie trzeba przeklikiwać się przez trzy poziomy menu, żeby zmienić temperaturę.

Wnętrze Alpine, czy warto?
Ogólnie cały kokpit nie różni się za bardzo od pozostałych nowych modeli Renault. Biegi zmieniamy przy kierownicy, przez co z prawej strony mamy aż trzy manetki, ale uwierzcie, że po dłuższym czasie przyzwyczajacie się do ich obsługi i nie jest to trudne. Na słowa uznania zasługuje kierownica. Mała, mięsista, dobrze leży w dłoniach. Ponadto w wersji Alpine pokryta jest alkantarą. Wszystko to nadaje autu sportowego charakteru. Ale o tym więcej za chwilę.
Teraz czas na łyżkę dziegciu. Nie do końca przekonały mnie te wszystkie sportowe dodatki. Mieniąca się deska rozdzielcza może i wygląda efektowanie, ale to nie mój klimat. Zupełnie nie trafiły do mnie podświetlenia i dodatkowe elementy świetlne w drzwiach. Drzwi powinny być proste, bez udziwnień i z małym schowkiem. Ja lubię jednak bardziej stonowane wnętrza i wolałbym podstawowy zestaw kolorów, a z wersji Alpine zostawił tylko tę piękną alkantarę.
Choć miejsca w tunelu środkowym jest więcej (biegi zmieniamy przy kierownicy), mój kubek termiczny przegrał starcie z cup holderami. Są trochę za małe, gdy chcemy się napić z czegoś innego niż kawa ze stacji benzynowej w standardowym kubku. Natomiast poprawiono ich umiejscowienie względem poprzednika i sięganie po napój jest znacznie bardziej intuicyjne. Wiem, że dla większości to zbędna informacja, ale dla tych kilku kawoszy, którzy to czytają, może okazać się bardzo istotna.

Ależ on jeździ!
Pod maską testowanego egzemplarza pracował układ Full Hybrid E-Tech o mocy 160 KM. Na papierze wygląda to solidnie, ale bez rewelacji. Natomiast w praktyce – zwłaszcza spod świateł – Clio jest prawdziwym demonem. Dzięki wsparciu silnika elektrycznego auto zbiera się błyskawicznie, zostawiając w tyle niejeden teoretycznie mocniejszy samochód. Miasto to jego naturalny świat; jest zwinne, responsywne i niesamowicie przyjemne w prowadzeniu.
Na drogach ekspresowych radzi sobie przyzwoicie, choć przy 120 km/h w kabinie robi się już nieco głośniej i czuć, że dynamika nieco słabnie w porównaniu do miejskich sprintów. To auto zdecydowanie bardziej lubi zjechać z głównej trasy, poszukać zakrętów i lokalnych dróg, gdzie prowadzenie daje masę frajdy. Co ważne dla portfela – mimo moich dynamicznych testów i rezygnacji z trybu ECO, średnie spalanie wyniosło 4,5 litra na 100 km. Może nie pobił swojego poprzednika (wtedy zszedłem poniżej 4 litrów), ale biorąc pod uwagę, że mamy tu o 20 KM więcej wynik jest zadowalający.

Przerwa w Podstolicach
Testowanie tak stylowego auta wymagało też odpowiedniej scenerii, dlatego w ramach wycieczki po Wielkopolsce ruszyłem do Podstolic. Znajduje się tam neoklasycystyczny dwór z XIX wieku, który po prostu zachwyca. Pałac otacza 100-letni park, a pośród drzew możemy dostrzec spacerujące pawie. Do tego mały, przytulny staw sprawia, że czas płynie tu wolniej. Wewnątrz także zadbano o właściwą atmosferę. Jest elegancko i przytulnie. Tuż przy wejściu znajduje się kominek, przy którym wypiliśmy dobrą kawę i delektowaliśmy się wyśmienitym ciastem. Świetne miejsce na mały wypad za miasto i chwilę relaksu. Tym bardziej, że to zaledwie 40 kilometrów od Poznania.

Podsumowanie: Czy warto?
Po miłej przerwie przyszedł czas na podsumowanie. Nowe Renault Clio w wersji Esprit Alpine to auto kompletne w swojej klasie. Ma wszystko, czego oczekujemy od nowoczesnego mieszczucha: świetny drapieżny wygląd, dba, żeby całej pensji nie zostawić na stacji benzynowej i co najważniejsze świetnie się prowadzi, dając kierowcy sporo radości. Choć w wersji hybrydowej bagażnik nieco maleje (około 300 litrów), to nadal wystarcza na weekendowe zakupy czy wyjazd we dwoje. Jeżeli zależy wam na większym bagażniku, to w wersji bez hybrydy jego pojemność rośnie do prawie 400 litrów.
Jeśli szukacie alternatywy dla wszechobecnych, podobnych do siebie SUV-ów, chcecie czerpać radość z każdego przejechanego kilometra i nie pijecie kawy w dużych kubkach, to sprawdźcie nowe Clio na własnej skórze. Ja najchętniej wcale nie oddawałbym karty i został z nim na dłużej!

Auto do testu udostępnił mi salon Auto Compol S. A. Kazimierza Wielkiego 1 w Poznaniu.
Kazimierza Wielkiego 1, 61-863 Poznań, tel. 61 846 51 12