
Kultowa historia Daniela Hillarda i jego niezwykłej przemiany w nianię Euphegenię Doubtfire trafiła na deski Teatru Muzycznego w Poznaniu. Musicalowa adaptacja słynnego filmu z Robinem Williamsem to porywające, pełne ciepła i humoru widowisko, które udowadnia, że poznańska scena muzyczna potrafi sprostać nawet największym światowym wyzwaniom.
Przenoszenie kinowych klasyków na deski teatru zawsze wiąże się z ogromnym ryzykiem, zwłaszcza gdy oryginał opierał się na genialnej, wręcz niepowtarzalnej kreacji aktorskiej. Filmowa „Pani Doubtfire” z 1993 roku w reżyserii Chrisa Columbusa zawdzięczała swój sukces przede wszystkim talentowi i charyzmie nieodżałowanego Robina Williamsa. Stworzenie scenicznej wersji tej historii wymagało więc nie tylko doskonałego warsztatu, ale i odwagi. Poznańska interpretacja udowadnia jednak, że odpowiednio poprowadzony musical potrafi tchnąć w tę opowieść zupełnie nowe, świeże życie.
Od amerykańskiej premiery do poznańskiej sceny
Po raz pierwszy musicalowa wersja „Pani Doubtfire” ujrzała światło dzienne w 2019 roku w 5th Avenue Theatre w Seattle. Przeniesienie tego tytułu do repertuaru Teatru Muzycznego w Poznaniu było dla mnie ogromnie interesujące, ale też powodem do delikatnych obaw o realizację roli tytułowej.
O warstwę reżyserską i choreograficzną można było być spokojnym, jak zawsze w przypadku poznańskiego teatru.. Reżyser Łukasz Brzeziński sprawnie ułożył całe widowisko, a Tina Papazyan i Adam Beta zadbali o nietuzinkową, dynamiczną choreografię, która idealnie dopełnia muzyczne numery. Głównym znakiem zapytania pozostawała jednak kwestia roli łownejj, na której opiera się ciężar całego spektaklu.

Brawurowa rola Michała Kocurka: Aktorski majstersztyk
Wszelkie wątpliwości znikają jednak już przy pierwszych scenach. Wcielający się w postać Daniela Hillarda oraz tytułowej niani Michał Kocurek stworzył kreację absolutnie brawurową. Aktor z wielką lekkością udźwignął odpowiedzialność, jaką niesie za sobą ta rola. Świetne operowanie głosem, dynamiczne i naturalne zmiany ról, zaskakująca sprawność wokalna i taneczna sprawiają, że jego występ ogląda się z zachwytem.
Co kluczowe, Kocurek nie stworzył jedynie przerysowanej maski komediowej. Wypadł wyjątkowo autentycznie jako ojciec, który ponad wszystko kocha swoje dzieci i jest gotów na najbardziej zwariowane poświęcenie, byle tylko być blisko nich. Z wyczuciem balansował między komediowym szaleństwem a autentycznym rodzicielskim dramatem. Na podziw zasługuje także tempo jego scenicznych metamorfoz – część błyskawicznych zmian kostiumu, charakteru i głosu odbywa się bezpośrednio na oczach widza, ukazując ogromną sprawność techniczną realizatorów.
Wyraziste postaci drugoplanowe
Siłą poznańskiego spektaklu jest również świetnie zgrany drugi plan, który nadaje całej historii pełnego wymiaru. Katarzyna Tapek bardzo wiarygodnie i wielowymiarowo buduje postać Mirandy Hillard. Oprócz surowej żony widzimy kobietę ambitną, ale też zmęczoną rolą jedynej dojrzałej osoby w związku, która także bardzo kocha swoje dzieci. Jej relacja z Danielem nie opiera się na złości, lecz na rozczarowaniu postawą męża, który zbyt długo pozostawał w roli „Piotrusia Pana”.
Ogromną dawkę energii i czystego komizmu wnoszą na scenę Radosław Elis w roli brata głównego bohatera oraz Bartosz Sołtysiak grający jego męża. Choć ich postaci są niezwykle wyraziste i momentami celowo przerysowane, ani na chwilę nie przekraczają granicy sztucznej karykatury. Pod powłoką humoru i barwnych osobowości kryje się w nich autentyczna, braterska troska oraz gotowość do bezinteresownej pomocy głównemu bohaterowi w jego skomplikowanym planie.
Na osobne, wyjątkowo ciepłe słowa zasługują również młodzi aktorzy wcielający się w postaci dzieci. Nie stanowią oni jedynie scenicznego tła, lecz aktywnie i niezwykle przekonująco uczestniczą w życiu głównych bohaterów. Duża w tym zasługa Aleksandry Daukszewicz grającej najstarszą córkę – postawienie na zawodową aktorkę w tej roli okazało się bardzo rozsądnym i trafnym wyborem. Młodzi aktorzy znajdują w niej solidne oparcie, dzięki czemu cała trójka wypada na scenie niezwykle naturalnie i swobodnie.

Świetne zmiany fabularne i widowiskowe sceny
Poznańska adaptacja wiernie oddaje ducha kultowego oryginału, ale nie boi się wprowadzania świeżych, przemyślanych akcentów. Kultowa wizyta pani kurator w domu Daniela to prawdziwy majstersztyk scenicznego tempa – biegający po scenie Kocurek zmaga się z błyskawicznymi zmianami kostiumów, a szarżujący Radosław Elis odwraca uwagę urzędniczki w sposób, który wywołuje na widowni salwy śmiechu. Nie zabrakło również kultowej sceny tańca z odkurzaczem.
Wśród nowości wyróżnia się wątek Mirandy jako projektantki mody – sytuację podczas jej pokazu ratuje nie kto inny jak Pani Doubtfire, osobiście prezentując kolekcję na wybiegu. Równie błyskotliwie zaaranżowano scenę kolacji w restauracji, gdzie rozterki głównego bohatera komediowo i z temperamentem komentuje występujący na żywo duet śpiewaczki i tancerza flamenco. Niezwykle pomysłowym zabiegiem było wprowadzenie sceny z tańczącymi klonami Pani Doubtfire, obrazującej wewnętrzny chaos i emocjonalne rozterki Daniela.
Uniwersalny musical dla całej rodziny
Mimo że spektakl trwa około 2,5 godziny, dynamiczne tempo i różnorodność sceniczna nie pozwalają na ani chwilę znużenia. Poznańska „Pani Doubtfire” to przede wszystkim uniwersalna, mądra i wzruszająca opowieść o miłości, rodzinie oraz akceptacji zmian, jakie niesie życie.
Teatr Muzyczny w Poznaniu po raz kolejny udowodnił, że potrafi tworzyć musicalowe widowiska na najwyższym poziomie. Spektakl udanie łączy rozrywkę z wartościowym przekazem, dzięki czemu dobrze będą się bawić widzowie w każdym wieku. Jeżeli znajdziecie jeszcze bilety nie zastanawiajcie się, tylko biegnijcie na spektakl.