Lokalny Fyrtel

To co najciekawsze w Poznaniu i okolicach




Motoryzacja

Dni Twierdzy Poznań z Renault Zoe

W tym roku moje obchody Dni Twierdzy Poznań były inne niż do tej pory. Świętowałem je jeżdżąc małym elektrykiem od Renault Karlik, co zaowocowało kilkoma bardzo miłymi niespodziankami. Byłem częścią konwoju jadącego przez Stary Rynek, miałem sesję zdjęciową na Forcie Ia, a organizatorzy Dni Twierdzy Poznań obiecali mi przejażdżkę czołgiem w przyszłym roku.

Renault Zoe to kolejny elektryk, którym miałem przyjemność jeździć. Ten test był trochę inny niż dotychczasowe. Zazwyczaj ruszam w Wielkopolskę odkrywać nowe miejsca. Tym razem znacznie więcej czasu spędziłem na poznańskich ulicach, a wszystko z uwagi na odbywające się wówczas Dni Twierdzy Poznań. Spotkałem sporo osób, które miło mnie zaskoczyły. Zoe budziło zadziwiająco duże zainteresowanie i sympatię ludzi. To właśnie z uwagi na tego elektryka Poznańskie Zaprzęgi pozwoliły nam (tak fotograf zawsze jest obok) przejechać się z nimi przez miasto i zaparkować na płycie Starego Rynku. Uznali, że wśród klasycznych pojazdów, taki cudak znajdzie swoje miejsce. Co więcej Zoe dość mocno przyciągało wzrok przechodniów.

I to było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Elektryczne Renault nie emanuje futurystycznymi kształtami, a i tak ludzie nie potrafili przejść obok niego obojętnie. Oczywiście ma ładną linię nadwozia i może się podobać, ale zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz wygląda jak zwyczajne auto spalinowe. Dla mnie to plus. O ile lubię jeździć autami z napędem elektrycznym, tak do wszelkich futurystycznych wizualnych koncepcji podchodzę z dystansem. Jestem entuzjastą ewolucji, a nie rewolucji. Aczkolwiek nie wykluczam, że gdy przyjdzie mi zasiąść w jakimś futurystycznym samochodzie to zmienię zdanie. Do elektryków początkowo także podchodziłem nieufnie, a teraz uważam, że stanowią bardzo ciekawą alternatywę i jakiegoś mógłbym mieć w garażu jako kolejne auto (z ostateczną decyzją czekam do losowania lotto).

W ten sposób przechodzę do kolejnej istotnej kwestii. Lubię jeździć elektrykami, ale nadal nie jestem przekonany, że może to być główne auto w rodzinie. Stąd ze znacznie większym entuzjazmem podchodzę do koncepcji auta miejskiego w stylu Zoe, niż dużych SUV-ów, z ogromnymi bateriami. W mieście będą mniej praktycznie, akumulatory o dużej pojemności znacznie podnoszą cenę auta, a w dłuższej trasie i tak będziemy musieli go ładować, co obecnie bez odpowiedniego planowania może być uciążliwe i mało ekonomicznie. Takie auta najlepiej ładować z domowego wallboxa. W mieście jak pokazywałem ostatnio można przy okazji zakupów skorzystać z darmowych ładowarek. W trasie natomiast skazani jesteśmy na płatne ładowarki, które znacznie podnoszą koszty jazdy elektrykiem.

W czasie testu jeździłem po mieście, ale też wyjechałem na autostradę i drogi ekspresowe. Mimo usilnych starań, średnie zużycie energii ostatecznie nie chciało przekroczyć 17 kWh. Jest to zaskakująco dobry wynik. W połączeniu z bateriami o pojemności 53 KW jakie miałem na pokładzie zasięg 300 kilometrów był bardzo realny do zrealizowania. Zaznaczam, że mowa tu o średniej z całego testu. Przy prędkości ok. 120 km/h zużycie oscylowało w granicach 24 kWh, co nadal jest niezłym wynikiem (uprzedzam pytania, tak cały czas korzystałem z klimatyzacji). I teraz dodam, iż w punkcie ładowania Orlen, który odwiedziłem cennik zaczyna się od 1,43 PLN/kWh. Na szybko i prosto licząc 100 kilometrów jazdy testowej kosztowałoby mnie ok. 24 zł, a za to kupimy trochę ponad 4 litry benzyny.

Nie jest to oczywiście zawrotna kwota, ale znacznie taniej wyjdzie nam jazda, gdy ładujemy się z domowego gniazda. Super oszczędnie będzie posiadać fotowoltaikę, ale to osobny temat. Chcę tylko pokazać, że na dziś pod kątem ekonomiki, auto elektryczne genialnie sprawdzi się w codziennym użytkowaniu dla osób mieszkających pod miastem. Dostaną dużo radości z jazdy, znacznie szybciej pokonają korki (przyspieszenie bardzo ułatwia manewrowanie, a do tego można śmigać buspasami). Natomiast obok w garażu trzymamy większe auto, do podróży z rodziną. Te wszystkie moje karkołomne wywody mają doprowadzić do tezy, iż największy sens mają mniejsze elektryki stworzone z myślą głównie o jeździe po mieście.

No ale czas wrócić do Zoe. Niedawno jeździłem fajnym, ale mało praktycznym Fiatem 500e Cabrio. Renault to natomiast wybór dla osób twardo stąpających po ziemi. Testowany egzemplarz miał 135 KM, co pozwalało w mieście odskakiwać każdemu. Samochód świetnie trzyma się drogi. Pozwala na wygodne manewrowanie między innymi pojazdami. Wszystko dzięki płynności w przyspieszaniu i dostępie do pełnej mocy już od startu. Spalinówką nie pozwoliłbym sobie na taką jazdę. Niestety to auto może spowodować podniesienie posiadanej liczby punktów karnych, ponieważ 50 km/h przekraczałem momentalnie. Musiałem nauczyć się, że nie mogę wciskać pedału do końca, jadąc w mieście.

Zaryzykuję stwierdzenie, iż jest to najbardziej rozsądnie skonstruowany elektryk z jakim miałem do czynienia. Mam na myśli stosunek jakości do ceny. Testowany egzemplarz to odmiana ZEN i katalogowo kosztuje 147 tys. zł. Osobiście dokupiłbym automatyczną klimatyzację (miałem tylko manualną) i czujniki parkowania. Wygodnie mogą nim podróżować dwie osoby. Miejsce na tylnej kanapie raczej zarezerwowałbym dla małych dzieci. Natomiast niezwykle pozytywnie zaskoczyła mnie pojemność bagażnika. Zmieści się w nim dużo pluszaków, a i na zakupach sprawdzi się bardzo dobrze. Po tych słowach widać wyraźnie, że twórcy wyszli z takiego założenia jak ja, gdy myślę o autach elektrycznych. To ma być miejskie auto do pracy i na zakupy, a okazjonalnie jedziemy nim na kawę do znajomych. I w obecnych czasach takie rozwiązanie ma najwięcej sensu.

Skoro już zacząłem o ilości miejsca to dwa słowa o wnętrzu. Jest minimalistyczne, ale bardzo ładne. Na uwagę zasługują wygodne przednie fotele. Jak wspomniałem tylna kanapa dla osoby mojego wzrostu (177 cm) nie jest najwygodniejszym miejscem, ale kilkunastokilometrowa podróż też nie byłaby wielką tragedią. Reszta bez zaskoczeń, bo są to rozwiązania dobrze znane z innych modeli Renault. Wielofunkcyjna kierownica jest dokładnie taka sama jak w pozostałych autach producenta. Identycznie działa także system inforozrywki. Posiada najważniejsze funkcje bez zbędnych udziwnień i szeregu danych (z których nikt nie korzysta), a ponadto jest łatwy w obsłudze i tego właśnie oczekuję od auta. Pozostawiono również fizyczne przyciski i pokrętła, co oczywiście ułatwia obsługę. Kto czyta moje teksty, czekał pewnie na ten moment. Minus za brak podłokietnika w testowanym modelu. Podłokietnik i dwa miejsca na kubki powinny być wpisane do konstytucji.

Najważniejsze dla mnie pozostaje jednak prowadzenie. Jak już pisałem, pod tym kątem Zoe wypada naprawdę dobrze. Jest to jedno z najlepiej prowadzących się aut jakimi jechałem. Przemykanie miejskimi uliczkami to czysta przyjemność. A i w trasie nie zostaniemy w tyle, chodź muszę zaznaczyć, że prędkość maksymalna ograniczona została do 140 km/h. Podczas jazdy czujecie się jakbyście jeździli małym autem wyścigowym. Nic tylko szukać krętych tras, ponieważ wtedy mamy najwięcej frajdy z jazdy. Jeżeli komfort prowadzenia jest dla was ważny na pewno docenicie tego francuza. Sam w to nie wierzę, ale mamy tu rozsądnie zaprojektowane auto, stosunkowo praktyczne (jako auto miejskie) i dające radość z jazdy, czego chcieć więcej?

I tak zbliżam się do podsumowania. Jeżeli jak ja lubicie liczyć pieniądze to warto dodać, że obecnie można się ubiegać o dopłatę na auta elektryczne do 27 tysięcy złotych. W ten sposób testowany model możecie mieć już za 120 tysięcy złotych. Nadal jest to sporo, w porównaniu ze spalinowymi autami, ale już nie tak bardzo. Dealer tłumaczył mi też świetne warunki kredytowania, ale tych wam nie przytoczę, ponieważ zupełnie się na tym nie znam. Dane kontaktowe macie poniżej, możecie dopytać jeżeli chcecie. Niemniej wiem, że i wy potraficie liczyć i za te pieniądze, możecie kupić chociażby bogato wyposażone Renault Clio. Niby lepsza jest opcja spalinowa, ale jak pokazują statystyki coraz więcej osób kieruje swoje oczy w stronę samochodów elektrycznych. Dostrzegają w nich zalety nieosiągalne dla spalinówek i co chyba ważniejsze, jest to także w jakimś stopniu styl życia.

Teraz pragnę wrócić do słów napisanych wcześniej. Jeżeli dziś miałbym kupić elektryka, to tylko jako kolejne auto w rodzinie. Właśnie w takiej roli Zoe sprawdzi się świetnie. Wiem, że jak zawsze w przypadku aut elektrycznych pojawią się głosy, że nie warto itd. Ja natomiast zachęcam was do jednego – pójdźcie do dealera i umówcie się na jazdę próbną. Gwarantuję, że wasza optyka ulegnie zmianie. Na stacji spotkałem pana, który wspominał, że jeździł Zoe i był zachwycony jak ono się prowadzi. Posiadanie takiego auta ma też inne zalety. Pod jednym ze zdjęć Zoe na moim fb z Fortu Ia, napisały do mnie Dni Twierdzy Poznań informując, że za rok przewiozą mnie czołgiem. Może żartowali, ale zrobiłem zrzut ekranu i za rok się im przypomnę. Takiej propozycji na pewno bym nie otrzymał jadąc jakimś zwyczajnym spalinowym autem.

Więcej zdjęć Renault Zoe znajdziecie na moim instagramie.

Auto do testu udostępnił mi salon Renault Poznań – Karlik

Renault Karlik ul. Torowa 12, Poznań-Franowo

Facebook: https://www.facebook.com/renaultdaciakarlik

Instagram: https://www.instagram.com/renault_dacia_karlik/?hl=pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.