Lokalny Fyrtel

To co najciekawsze w Poznaniu i okolicach

Co warto zobaczyć Motoryzacja

Volvo XC90 – w poszukiwaniu lagom

Zanim jeszcze nastał lockdown, miałem niebywałą okazję przetestować Volvo XC90. Akurat trafił się bardzo deszczowy i chłodny weekend, czyli typowa skandynawska pogoda. Wziąłem to za znak i wyruszyłem do norweskiej wioski Arendel, żeby zgłębić tajniki szwedzkiego Lagom.

Proszę wybaczyć mi uproszczenie, ale nie odróżniam aż tak bardzo Szwedów od Norwegów, czy Duńczyków. W wielu kwestiach Skandynawia to dla mnie jedność (już słyszę te krzyki). Jako miłośnik filmów posługuję się pojęciem kina skandynawskiego. I może wyjdę na ignoranta, ale przy okazji tego testu będę niejednokrotnie posługiwał się takim określeniem, bez dokładnego podziału na narodowości. Tyle tytułem wstępu (nie wiem czy potrzebnego), a teraz czas na clou programu, czyli… lagom.

Słowo to nie ma dokładnego odpowiednika w języku polskim. Najbliższe tłumaczenie to w sam raz. Można przyjąć, że mówimy o stanie równowagi, umiarkowaniu, czy życiu zgodnie z naturą. Ma on pozwolić nam osiągnąć spokój. Kto wie, być może dobrym synonimem okaże się Volvo XC90? To auto zbudowane w oparciu o takie właśnie podejście. I nie są to tylko puste słowa i ładne hasła reklamowe. We wnętrzu czuć skandynawskiego ducha. Minimalizm świetnie łączy się z elegancją. Nie brakuje tu również praktyczności i ekologii. Mazda ma swoje KODO, a Volvo Lagom.

Do jazdy testowej otrzymałem model B5 Mild Hybrid Diesel, czyli w języku potocznym miękką hybrydę. Volvo w swojej ofercie posiada już tylko hybrydy, a jak zapowiada marka za chwilę, przerzucą się głównie na auta elektryczne. Nie będę się wymądrzał na temat norm spalin itd. ale jako zwykły użytkownik już jakiś czas temu polubiłem się z hybrydami. Dają mi wszystkie atuty auta spalinowego, a dodatkowy elektryczny silnik to niezbędne kilogramy, ale kilka koni mocy dostępnych natychmiast, które czasami się przydają (- a już szczególnie w takim potworze). Dodatkowo takie rozwiązanie poprawia działanie systemu start-stop.

XC90 bardzo przypomina mi Szwecję nie tylko kulturowo, ale i geograficznie. Olbrzymi kraj, który zamieszkuje jednak stosunkowo mało mieszkańców. Obstawiam, że podobnie będzie w przypadku testowanego modelu. Ten olbrzym (liczy prawie 5 metrów) może pomieścić, aż 7 osób, ale sądzę, że w większości wypadków nie będzie tylu przewoził. Pełen załadunek właściciele zapewne wykorzystują tylko w okresie wakacyjnym, natomiast na co dzień będą wozić głównie powietrze. Czy zatem jego zakup ma jakikolwiek sens?

Otóż ma i to spory. Wracam do pojęcia lagom. Jeżeli dużo jeździsz, pokonujesz dalekie trasy, a jednocześnie zależy Ci na komforcie i spokoju to patrzysz w kierunku XC90. Oczywiście można kupić trochę mniejszy model, ale w trasie jadąc tym Volvo czujesz się jak Królowa Brytyjska (przepraszam, ale Karol XVI Gustaw jest za mało prestiżowy do porównania). Kolejne kilometry pokonujemy z ogromną przyjemnością, nie odczuwając przy tym zmęczenia. Siedząc w takim kolosie czujemy się pewnie i bezpiecznie. Problem może pojawić się przy hamowaniu. Należy pamiętać o jego masie (ponad 2 tony) i warto ten manewr rozpocząć wcześniej niż zwykle.

Gdy mowa o komforcie, grzechem byłoby pominąć kwestię foteli. Mój egzemplarz, wyposażony został w specjalny zestaw, za który należy dopłacić 10 tysięcy złotych. Co prawda w pierwszym momencie szalenie mnie zirytowały. Ilość możliwych ustawień jest tak ogromna, że nie potrafiłem się zdecydować jak będzie mi najwygodniej (człowiek strasznie szybko przyzwyczaja się do komfortu i robi się wybredny). Gdy już po 30 minutach znalazłem idealną pozycję pojawił się kolejny problem, a mianowicie jaki tryb masażu wybrać (to są właśnie problemy ludzi pierwszego świata). Jeśli bywacie na targach, gdzie reklamowane są te elektryczne masujące fotele to dajcie sobie spokój. Kupcie Volvo i macie temat załatwiony. Nie dość, że kręgosłup odpocznie to jeszcze macie okazję na podziwianie pięknych widoków.

Ale w tym modelu wygoda to także wspomniana już przestrzeń. Nie będę ukrywał, że dla mnie było jej za dużo. Oczywiście po kilkunastu kilometrach stwierdziłem, że się myliłem. Z przodu naprawdę nie ma na co narzekać, oprócz wspomnianych powyżej wielu możliwości regulowania siedzenia (dotyczy to także pasażera). Drugi rząd siedzeń to także oaza komfortu i spokoju. A jak z trzecim? Tu nie było tak różowo. Ja daleko bym nie pojechał. Ale zostało sprawdzone empirycznie, że osoby mające 160 cm, bez problemu mogą podróżować w ostatnim rzędzie siedzeń i nie będą narzekać na brak miejsca. Dodatkowo nawet przy rozłożonych wszystkich siedzeniach XC90 oferuje całkiem spory bagażnik. Po złożeniu ostatniego rzędu moglibyśmy pewnie przewieźć nawet renifera. Nawet trudno dobrze wykorzystać taką przestrzeń. Stojąc za autem nie byłem wstanie dotknąć ręką tylnej kanapy, także wyciągnięcie wszystkich bagaży mogłoby się wiązać z wejściem do bagażnika. Jeżeli nie macie pomocników do wyładunku, dwa razy przemyślcie czy nie dokupić opcji obniżanego zawieszenia (albo zainwestujcie w podnóżek).

Filozofię lagom chyba najlepiej widać patrząc na deskę rozdzielczą Volvo. Projektanci postawili tu na minimalizm. Aby zachować odpowiednią harmonię we wnętrzu prawie zrezygnowano z fizycznych przycisków (jest ich dosłownie kilka). Wszystkie funkcje przejmuje ekran środkowy. I tu mam problem, ponieważ zawsze w takiej sytuacji pomstuję, na brak fizycznych przycisków do obsługi chociażby klimatyzacji. Volvo sprawiło, że być może trochę złagodzę swoje podejście. Nadal pozostaję entuzjastą fizycznych pokręteł, ale płynność działania systemu info-rozrywki Volvo sprawiła, że obsługa nie była uciążliwa. Zmiana temperatury to tylko dwa proste kliknięcia. Okazuje się, że przy sprawnie działającym systemie nie jest to takie straszne. Ekran jest bardzo czuły i nie zauważyłem opóźnień w działaniu aplikacji.

Tak samo było w momencie korzystania z innych funkcji jak radio, czy nawigacja. Co prawda chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do obcowania z tym systemem, ale gdy już zapamiętałem gdzie znajdują się najważniejsze funkcje, nie miałem większych problemów z obsługą. Nawigacja też zasługuje na pochwałę (tylko raz się na chwilę zgubiła). Mimo wszystko nadal wolę Android Auto, ponieważ jest po prostu najbardziej aktualny. Niemniej ogromnie czekam na efekt wspólnej pracy Volvo z Googlem, który ma dostarczyć system do nowych aut szwedzkiej marki. Połączenie sił z technologicznym gigantem, może spowodować, że Skandynawowie odjadą konkurencji w tej kwestii na kilka długości. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego wcześniej nie doszło do takiej współpracy.

Najczęściej korzystałem jednak z kamery 360. Nie powinno to być zaskoczeniem zważywszy na rozmiary auta. Ponadto miejsce docelowe wyprawy to piękny obszar pełen drzew i nieutwardzonych dróg, nie do końca przygotowanych na wizytę tak dużego auta. Dodatkowo zamiast zaparkować na parkingu chciałem wszędzie wjechać. Ale wracając do kamer, to nie zgodzę się z mocno krytycznymi opiniami niektórych dziennikarzy motoryzacyjnych (z drugiej strony kim ja jestem, żeby prawić im morały?). Rzeczywiście przy widoku z góry trochę zniekształca (rozciąga) obraz, ale przynajmniej mi jakoś specjalnie nie utrudniała manewrowania (raczej wymaga przyzwyczajenia). Oczywiście lepiej byłoby wziąć przykład z niektórych rynkowych konkurentów i dopracować tę kwestię. Nie mniej to niedopatrzenie nadrabia funkcjonalnością. Przełączanie między widokami z poszczególnych kamer jest bardzo proste i szybkie. Uwierzcie mi, że przy tych gabarytach i ciasnych miejscach to ogromna zaleta, za co duży plus.

A skoro już wspomniałem trochę o celu wyjazdu to pragnę poinformować, że oczywiście nie pojechałem, aż do Norwegii. Jej namiastkę znalazłem w Wielkopolsce. Niedaleko Konina znajduje się mały ośrodek w typowo skandynawskim stylu. Małe drewniane domki rozmieszczone są pośród gęsto porośniętych drzew. W zagrodach zobaczymy kury, kozy, kucyki i… renifery!!! Tam naprawdę czuć ducha Skandynawii. Piękne jest wzajemne zaufanie. Mogłem wszędzie wjechać autem, ponieważ właściciele przyjęli, że niczego nie zniszczę. W głównym budynku otwartym dla gości stoi ekspres, w którym każdy może sobie zrobić kawę – obok mamy pojemnik na wrzucenie należności, bez dodatkowej kontroli. Ile w takiej drobnej rzeczy jest wzajemnego szacunku. Ponadto na strudzonych życiem czeka też skandynawska sauna. A co najważniejsze dookoła mamy ciszę i spokój. Arendel to miejsce gdzie w Wielkopolsce naprawdę można zrozumieć co to lagom.

Ale chciałbym jeszcze słowo o panelu środkowym. Jest on kwintesencją minimalizmu połączonego z funkcjonalnością i elegancją. Mamy panel do bezprzewodowego ładowania smartfona, miejsca na kubki z kawą, a gdy tego nie używamy jednym ruchem ręki możemy wszystko zasłonić i mieć ładny drewniany panel. Jednak cream de la cream testowanego modelu to wyjątkowa dźwignia zmiany biegów wykonana ze szkła kryształowego (tak zakochałem się). Pierwsza myśl to pytanie, czy komuś jest potrzebna. Druga to, że gdybym mógł przenieść jedną rzecz z tego modelu do innych aut byłaby to właśnie ona. Prezentuje się genialnie. Od razu wiemy, że siedzimy w aucie premium. Dobrze też leży w dłoni. Właściwie to aż żal że miałem automatyczną skrzynię biegów.

Przyszedł chyba ostatni moment, żeby ponarzekać, ale naprawdę nie ma specjalnie na co. Jestem z Poznania więc mogę na cenę. Katalogowa prezentowanego egzemplarza to wydatek przeszło 360 tysięcy złotych. Czy to dużo za takie auto? Nie odpowiem. Oprócz tego dla kogoś jeżdżącego benzyniakami jak ja, diesel może wydać się za głośny. W trasie go nie słychać, ale podczas ruszania, czy jazdy w mieście pomruk będzie słyszalny. Celowo napisałem pomruk, ponieważ nie jest to klekot znany ze starszych aut i być może nawet komuś się spodoba. Niemniej patrząc na specyfikę auta, mimo wszystko diesel będzie najlepszym, wyborem. To auto stworzone do długich tras. Paradoksalnie mając ponad 240 koni pod maską, praktycznie nigdy nie miałem ochoty z nich skorzystać. Pedał gazu wciskam mocniej tylko, gdy ktoś ewidentnie spowalniał ruch na trasie i wtedy w mgnieniu oka mogłem go wyminąć. 

Mimo iście skandynawskiej pogody był to jeden z fajniejszych wyjazdów. Nie mogę się nazwać wielkim znawcą Skandynawii (znam ją głównie z tamtejszych filmów, które uwielbiam), ale bardzo lubię tę część świata. Styl życia i kultura są mi bardzo bliskie. Ponadto mój pierwszy kontakt z marką Volvo okazał się niezwykle pozytywny. Sposób myślenia projektantów bardzo odpowiada moim oczekiwaniom. Dostałem nawet więcej niż wymagam od auta. Ponadto chyba udało mi się zrozumieć czym jest lagom. Okazało się, że nie wymagało to podróży do Skandynawii.

Po więcej zdjęć  zapraszam na mój instagram

Auto do testu użyczył mi salon Volvo Karlik Poznań

Abpa. Baraniaka 4, 61-131 Poznań, tel. (61) 872 90 62

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *