Lokalny Fyrtel

To co najciekawsze w Poznaniu i okolicach




Motoryzacja Muzea

Walentynkowa podróż z Hondą Jazz

Gdyby ktoś powiedział mi, że w romantyczną podróż mam wyruszyć hybrydową Hondą Jazz do Nowego Tomyśla to bym stwierdził, że ma naprawdę dużą wyobraźnię. Życie lubi jednak zaskakiwać i dzięki Honda Karlik takowe zdarzenie rzeczywiście miało miejsce. Czy Jazz może być romantyczny? Czy można zakochać się w Nowym Tomyślu? Zapraszam do lektury.

Ten test był inny niż wszystkie, które miałem okazję przeprowadzić. Nie chodzi tylko o walentynki. Auto, którym jeździłem ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ Jazz II generacji dzielnie służył moim rodzicom przez lata, a teraz mojej siostrze. Rodzice to auto autentycznie kochali. Nie tylko za jego niezawodność, ale też niesamowitą praktyczność. Byłem ciekaw jak najnowszy model prezentuje się w porównaniu do poprzednika. Co zmieniono na lepsze, a co być może niepotrzebnie zmieniano. Sam oczywiście także mam wiele wspomnień i przejechanych kilometrów rodzinnym Jazzem, stąd poprzeczka była zawieszona naprawdę wysoko.

Zacznę od tego za co szczególnie polubiłem ten model. Mimo stosunkowo małych gabarytów i miejskiego charakteru jest to niezwykle pojemne auto. Magic seats to genialne rozwiązanie, które pokochali wszyscy jeżdżący hondami. Pozwala ono znacznie zwiększyć przestrzeń załadunkową auta. W dodatku fotele składamy dwoma ruchami. Prostota i efektywność  to rzeczy, które niebywale cenię, nie tylko w motoryzacji. W testowanym egzemplarzu na szczęście pozostawiono to rozwiązanie, za co dopisuję plusik. Niestety jest też minus. Testowany model wyposażono w napęd hybrydowy. Z tego względu gdzieś trzeba umieścić baterie. Koszt jest taki, że maleje nam pojemność bagażnika. Nadal jest pakowny, bo jak widać mieści się w nich zestaw walentynkowy w postaci pluszaków i serduszek. Po złożeniu tylnych siedzeń to już w ogóle otrzymujemy ogromną przestrzeń załadunkową. Pozostaje tylko pytanie, czy zastosowanie nowego silnika kosztem pojemności bagażnika to dobry ruch?

Moim zdaniem odpowiedź jest twierdząca. Gdyby nie fakt, że mam porównanie nawet nie wspomniałbym o bagażniku. Jak na tej wielkości auto jest on wystarczający. Natomiast zastosowanie silnika hybrydowego diametralnie polepszyło jazdę Jazzem. Silniki to coś z czego Honda słynie od lat (to przecież ich silnikiem napędzany był bolid tegorocznego mistrza F1 Maxa Verstappena). Kultura pracy i płynność jazdy to coś, co wyczuwamy natychmiast po ruszeniu. Silnik elektryczny sprawia, że auto na starcie jest dynamiczne. Docenimy to szczególnie w mieście. Gdyby nie dźwięk silnika, nie zorientowałbym się kiedy załącza się motor spalinowy. Wszystko działa płynnie, bez najmniejszego szarpnięcia. Automatyczna przekładnia e-CVT działa tak jak powinna. 109 KM doskonale sprawdza się w tym aucie, czyniąc z niego idealnego mieszczucha.

Jak wiadomo czasami trzeba ruszyć też w dalszą trasę. Honda Jazz także i w tym przypadku nas nie zawiedzie, o ile mamy racjonalne wymagania. Do samego komfortu zastrzeżeń mieć nie można. Adaptacyjny tempomat działał znakomicie, sprawiając, że odpoczywałem podczas podróży. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę, to że działa on tylko w ustawieniu D na skrzyni biegów. To o tyle istotne, iż ja praktycznie cały czas korzystałem z trybu B, pozwalającego na odzyskiwanie energii w czasie jazdy. Od czasu gdy pierwszy raz miałem okazję jeździć hybrydą, czy elektrykiem pokochałem taką jazdę. Oszczędzamy hamulce, odzyskujemy energię, same plusy. Ale wrócę do tych wymagań. Mimo 109 KM pod maską Jazz nie jest demonem prędkości. Świetnie przyspiesza od zera co doceniamy w mieście. Natomiast prędkości autostradowe to nie to w czym czuje się on najlepiej. Nie stworzono go z myślą o wyprzedzaniu przy 120 km/h, ale będąc szczerym, nie miałem na to nawet ochoty.

W tym aucie jest coś dziwnego, czego nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć. Najkrócej pisząc polecałbym go wszystkim, którzy nie lubią się spieszyć (ale w dobrym tego słowa znaczeniu). Natomiast jeżeli żyjesz w pośpiechu to istnieje duża szansa, że przestaniesz. Nie pamiętam kiedy tak wolno podróżowałem samochodem. 80-90 km/h to moja średnia prędkość w trasie i nawet nie miałem ochoty przyspieszać. Cudownie było delektować się jazdą i podziwiać widoki. Przyspieszyłem tak naprawdę tylko na krótką chwilę, żeby móc rzetelnie napisać jak samochód zachowuje się przy większych prędkościach. Uwierzcie mi, Jazzem naprawdę nie ma się ochoty nigdzie spieszyć. Oczywiście jak trzeba pojedzie z prędkością autostradową, ale tracimy wtedy całą frajdę. I bądźmy szczerzy, czy te zaoszczędzone 10-15 minut jest nam aż tak potrzebne? To znakomite auto dla takiego leniwca jak ja.

Na wstępie wspomniałem, że pokochaliśmy to auto w rodzinie za jego praktyczność. I chociaż bagażnik trochę zmalał to konstruktorzy zaoferowali tu kilka dodatkowych cudownych udogodnień, które powinny znaleźć się w innych autach. Kto śledzi moje testy wie, że uchwyty na kubki to moje zboczenie. Miesiąc temu trochę narzekałem na te w Tiguanie. Tu natomiast dostajemy rozwiązanie praktycznie idealne. Cup holdery umieszczono na desce rozdzielczej zaraz obok drzwi pod nawiewami. Dzięki temu mamy łatwy dostęp do ulubionego napoju. Ponadto w upalne dni mając włączoną klimatyzację dodatkowo możemy schłodzić sobie napój. Czyż to nie jest genialne w swojej prostocie? Z uwagi na przemyślaną konstrukcję udało się tu zmieścić, aż dwa schowki przed fotelem pasażera. A gdy już mowa o fotelach to są naprawdę wygodne. Ponadto ilość miejsca wewnątrz jest zaskakująco duża. To są te szczegóły, za które wiele osób tak kocha to auto.

No dobra, ale nie tylko motoryzacją człowiek żyje. Jeżeli uważnie patrzyliście na zdjęcia to być może już skojarzyliście co robiłem w Nowym Tomyślu. To miasto słynące z wikliny, dlatego odwiedziłem tamtejsze Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa. Już na wejściu witają nas cudowne dzieła sztuki. Mnie z oczywistych względów oczarował trabant. Ponadto w drewnianej stodole możemy podziwiać kolejne cudowności wykonane z wikliny. Tamtejsze koszyki czy torby potrafią zachwycić. Na piętrze naszym oczom ukażą się też fantastyczne meble i artystyczne dekoracje. Na działce obok znajdują się wiklinowe zwierzęta. W zimie chowane są pod wiatą z uwagi na warunki atmosferyczne. Natomiast latem są one rozstawione na całym terenie muzeum. Na koniec budynek główny, gdzie można znaleźć wiele ciekawych informacji na temat wikliny oraz chmielarstwa. To miejsce, do którego na 100 procent wrócę.

Wspomniałem o cudownych wyrobach z wikliny, które cieszą oko, stąd należy napisać dwa słowa o wyglądzie Hondy Jazz. Obecna generacja ma kilka elementów, które przyciągają wzrok. Wybrzuszenia, ostre lampy rzucają się w oczy, ale nie szokują. To nadal stonowany model, ale chyba takie było założenie projektantów. Najbardziej futurystycznym elementem są tu alufelgi. One akurat przykuwały wzrok, bo nawet osoby przechodzące obok zwracały na nie uwagę. Wnętrze jest minimalistyczne co bardzo lubię. Wszystko na swoim miejscu, najważniejsze funkcje obsługiwane fizycznymi przyciskami, czyli tak jak być powinno. Jedyne co bym zmienił to wyświetlacz przed kierowcą. Znakomicie spełnia swoją funkcję, jest czytelny, ale brakuje mu efektu wow. Gdy mowa o takich szczegółach, to graficznie system inforozrywki też wymagałby odświeżenia. Działa szybko i płynnie, jest stosunkowo prosty w obsłudze, ale wizualnie nie powala. Wybierając egzemplarz dla siebie postawiłbym na jaśniejsze wnętrze. Egzemplarze z jasnymi elementami wyglądają ładniej. Całkowicie czarna deska rozdzielcza jest trochę smutna. Białe wstawki lepiej też korelują z tą piękną dwukolorową kierownicą. Świetnie leży w dłoni i jest przyjemna w obsłudze. Dodatkowy punkt za umieszczenie na niej przycisku do podgrzewania kierownicy. To jest tak logiczne, a mimo tego inni producenci umieszczają ten przycisk w przedziwnych miejscach.

Jak zatem prezentuje się najnowsza odsłona kultowego Jazza? To niezmiennie świetne, bardzo funkcjonalne auto. Silnik oraz skrzynia biegów sprawiają, że prowadzi się go bardzo przyjemnie. Jak w każdym aucie zdarzają się niedociągnięcia, jak chociażby wspomniany wyświetlacz. Jest to jednak drobnostka ginąca wśród innych znakomitych i przemyślanych rozwiązań. Często Hondzie zarzuca się, że ich samochody są drogie. Testowany Jazz w odmianie Executive to wydatek ok. 107 tys. zł. W pierwszym odruchu można to uznać za wygórowaną cenę za miejskie auto. Natomiast gdy przyjrzymy się co oferuje – bogate wyposażenie, silnik, dobre prowadzenie oraz funkcjonalność szybko dojdziemy do wniosku, że nie jest to wygórowana cena za takie auto. Muszę wam też napisać w tajemnicy, iż odwiedziłem w czasie testu rodziców i tata już dopytywał, czy można kupić ten egzemplarz. Niech to będzie najlepsza rekomendacja dla tego niepozornego auta. Jazza natomiast można kupić w salonie Honda Karlik w Poznaniu, który udostępnił mi go do testu.

Więcej zdjęć Jazza znajdziecie na moim instagramie.

Auto do testu udostępnił mi salon Honda Karlik Malta

Baraniaka 4, 61-131 Poznań, tel. 61 677 52 00

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.