Lokalny Fyrtel

Najciekawsze wydarzenia z Poznania i okolicy

1917. Dzień z życia żołnierza


„1917” reż. Sam Mendes

Sam Mendes stworzył najlepszy film wojenny od czasu Szeregowca Ryana. To obraz świeży, znakomicie zrealizowany i pokazujący, że w tym gatunku nadal można zaprezentować coś nowego i niezwykle interesującego.

Nieprzypadkowo w pierwszym zdaniu przywołałem kultowe dzieło Stevena Spielberga. Te dwa filmy łączy bardzo wiele, ale co ważne Mendes nie powielał schematów, tylko dał nam nowe spojrzenie na kino wojenne dokładnie jak Ryan ponad 20 lat temu. Nawet pomysł wyjściowy jest podobny. Tam grupa żołnierzy wyruszyła uratować jednego człowieka, aby matka nie straciła ostatniego syna, natomiast tu przewrotnie dwójka młodych mężczyzn musi przedrzeć się przez zasieki, aby przekazać rozkaz ratujący życie 1600 żołnierzy.


„1917” reż. Sam Mendes

Realizacyjnie i wizualnie mamy do czynienia z arcydziełem. Każdy zna pamiętna scenę ataku aliantów otwierającą Szeregowca Ryana. Janusz Kamiński wyznaczył tam nowy poziom operatorski nie tylko kina wojennego. Cały film był niezwykłym doznaniem wizualnym i tak też jest w tym przypadku. Nie mogło być inaczej, gdy za obiektywem stał tak wybitny artysta jak Roger Deakins. Przez cały seans kamera podąża za głównym bohaterem tworząc wrażenie nagrania filmu w jednym ujęciu. Zabieg ten sprawdził się w tej opowieści znakomicie.

Wydawać by się mogło, że oparcie historii na dwóch alianckich żołnierzach przeczesujących tereny, gdzie jeszcze niedawno znajdowali się Niemcy nie może się udać. Nic bardziej mylnego. Aktorzy stworzyli na ekranie prawdziwych, krwistych i autentycznych bohaterów. Dookoła praktycznie cały czas toczy się akcja. Gdy tylko kamera na chwilę oddala się od głównych postaci podziwiamy prawdziwy realizatorski rozmach. Bohaterowie przemierzają zasieki, pokonują tunele, przedzierają się między dziesiątkami zwłok, wszystko to sprawia, że nie można oderwać wzroku od ekranu. Czuć też trud i bezsens wojny.


„1917” reż. Sam Mendes

Mamy tu oczywiście wszechobecny patos, gloryfikację walki o dobrą sprawę, ale i okrucieństwo wojny. Świetnie widać to w scenie, gdzie główny bohater Schofield szuka dowódcy w czasie bitwy. Napotkany żołnierz jest przerażony i zalany łzami. Nie potrafi wykrztusić nawet słowa. Postać Schofielda chociaż heroiczna, także ma zwykłą ludzką twarz. Gdy zostaje zapytany gdzie ma swój medal, odpowiada, że wymienił go na butelkę wina, ponieważ był spragniony i to dla niego było ważniejsze niż kawałek metalu.

1917 to niewątpliwie jeden z najlepszych filmów w dorobku Sama Mendesa. Dzięki genialnym zdjęciom i efektom specjalnym przez prawie dwie godziny seansu nie otrzymamy ani chwili nudy i nie oderwiemy oczu od ekranu. Tutaj akcja zwalnia tylko po to, aby widz mógł złapać oddech przed kolejną porcją mocnych wrażeń. To także obraz wręcz idealnie skrojony pod Oscary, dlatego nie zdziwi mnie wysyp nagród dla niego i to nie tylko w kategoriach technicznych.

7 + 1 za pracę kamery = 8/10

Patryk Szczechowiak




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *