Enter Enea Festival 2017 dobiegł końca

dav

Wszystko co dobre szybko się kończy. Jeszcze mam w głowie koncert otwarcia, a tu siódmy Enter Enea Festival przeszedł do historii. Na szczęście wczorajszy finał zawładnął moim sercem, dlatego z niecierpliwością będę odliczał czas do następnej edycji.

Zaczęło się niecodziennie, ponieważ z przyczyn obiektywnych Michael Wollny nie mógł przybyć na czas, dlatego lekko zmodyfikowano kolejność koncertów. Moim skromnym zdaniem wyszło to na dobre. Wczorajszy dzień wypadł jakby reżyserował, go Hitchcock. Rozpoczęło się od mocnego uderzenia i dalej było tylko lepiej.

Jako pierwsi zagrali Thomas Enhco oraz Vassilena Serafinova i oczarowali publiczność. Niebywały duet fortepianu z marimbą zawładnął sercami słuchaczy. Do tego wszystkiego bliskie memu sercu bałkańskie rytmy sprawiły, że z uśmiechem na ustach rozpocząłem ostatni dzień.

Potem na scenie pojawiły się cztery fortepiany, do których zasiadło czterech wirtuozów. Leszek Możdżer, Marcin Wasilewski, Paweł Kaczmarczyk oraz Piotr Orzechowski zaprezentowali, taki jazz jaki uwielbiam. Gdy wykonali klasyk mistrza Komedy z filmu „Dziecko Rosmery”, byłem już całkowicie kupiony. Największe wrażenie wywarł na mnie Paweł Kaczmarczyk. Wczorajszym występem sprawił, że będę uważniej śledził jego karierę.

Na koniec dostaliśmy długo wyczekiwane trio Leszek Możdżer, Iiro Rantala oraz Michael Wolly. Trudno opisać słowami to co usłyszeliśmy. Lekkość oraz zabawa, które zaprezentowali błyskawicznie udzieliły się słuchaczom. Po koncercie owacjom nie było końca, a to co otrzymaliśmy na bis to już totalne szaleństwo. Jeżeli o mnie chodzi mógłbym tam zostać do rana, ale niestety wszystko ma swój koniec.

Enter Enea Festival 2017 totalnie mnie zaskoczył. Idąc na pierwszy koncert, nawet nie przypuszczałem jak cudowne widowisko mnie czeka. Na koniec pozostaje jednak smutek, że na kolejną dawkę przyjdzie mi czekać cały rok. 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*