Lokalny Fyrtel

Najciekawsze wydarzenia z Poznania i okolicy

OFF CINEMA. Miles Davis: Ikona jazzu


„Miles Davis: Ikona Jazzu” reż. Stanley Nelson

Tegoroczny festiwal OFF CINEMA jest dla mnie wyjątkowy. Pierwszy raz postanowiłem iść pod prąd i zamiast na filmach konkursowych skupić się na dokumentach pokazywanych w sekcjach pozakonkursowych. Na pierwszy ogień poszło dzieło Stanleya Nelsona Miles Davis: Ikona jazzu.

Przyznam szczerze, że nigdy nie zagłębiałem się w biografię Milesa Davisa. Cenię go niezwykle za dorobek artystyczny, jednak nie zastanawiałem się jak wyglądało jego życie prywatne. W filmie poznajemy człowieka świadomego swego talentu i wielkości, który nigdy nie szedł na kompromisy. Od początku wiadomo, że tak mocny charakter musi być trudny we współpracy. Potwierdzają to kolejne lata kariery i zmiany składów z którymi grał. Nie zmieniało się natomiast jedno. Miles zawsze chciał być nowatorski, najlepszy i perfekcyjny. Całe swoje życie podporządkowywał tylko muzyce.

Reżyser ukazuje nam jego życia i towarzyszące mu liczne romanse. W swoim życiu Miles stworzył tylko jeden trwały związek. Jego wybranką i ukochaną aż do śmierci była muzyka. Napotkane kobiety stanowiły natchnienie, inspirację, ale nigdy nie były na pierwszym miejscu. Fascynujący jest fakt, że wszystkie związane z nim kobiety mimo jego licznych wad wypowiadały się o nim niezwykle ciepło. Można odnieść wrażenie, że nawet teraz wiele lat po jego śmierci dalej znajduje on szczególne miejsce w ich sercach.

Życie prywatne odgrywa ważną rolę w tym obrazie, jednak kluczowa pozostaje muzyka. Poznajemy historię powstania wielu kultowych kompozycji na czele z niedoścignionym King of Blue. Widzimy prywatne upadki artysty, który jednak wychodzi z nich tworząc kolejne świetne kompozycje. Obserwujemy jak zmieniał się jego styl. Mimo zmieniających się trendów on zawsze potrafił się w nich odnaleźć i zaproponować cos niepowtarzalnego.

W czasie zapowiedzi seansu organizatorzy festiwalu niezwykle cieszyli się, iż tę sekcję udało się przenieść do sali kinowej. Taka muzyka zwyczajnie zasługuje na jak najlepszą oprawę. Nawet jeżeli kogoś nie do końca zainteresowała historia zaprezentowana przez Stanleya Nelsona to wystarczyło usiąść wygodnie w fotelu i zatopić się w tych cudownych dźwiękach, co zrobił piszący te słowa.

6/10

Patryk Szczechowiak




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *