Lokalny Fyrtel

To co najciekawsze w Poznaniu i okolicach

Kultura Poznań

Suburbicon, czyli kłopoty w raju

Gdy tylko usłyszałem o tym filmie, wiedziałem, że wybiorę się na niego do kina. Za scenariusz odpowiadają uwielbiani przeze mnie Joel i Ethan Coenowie, a na stołku reżysera zasiadł George Clooney. Ci panowie już kilkukrotnie raczyli nas świetnymi filmami, więc czemu teraz miało być inaczej?

Gdzieś przeczytałem, że scenariusz do „Suburbiconu” przeleżał w szufladzie 30 lat, zanim udało się go zekranizować. Zapewne przez te wszystkie lata projekt ewoluował, a Clooney co u niego charakterystyczne w swojej wersji dość mocno zarysowuje polityczny kontekst. I nie robi tego w białych rękawiczkach, wszystko mamy pokazane wprost, co chyba ostatecznie wyszło filmowi na dobre. Do tego dostajemy charakterystyczny dla Coenów czarny humor, którego jak dla mnie mogłoby być jeszcze więcej.

Twórcy przenoszą nas do „idealnej” Ameryki lat 50. Widzimy miasteczko, które w założeniu jest doskonałe, jednak jak to często bywa, nagle coś zaczyna się psuć. Otóż niespodziewanie w sąsiedztwie pojawia się czarnoskóre małżeństwo. Nagle ci porządni obywatele zmieniają się w zwierzęta i domagają się od władz eksmisji nowych mieszkańców. Nie ma tu pół środków. Widzimy uprzedzony tłum, który ma swoje racje i jest głuchy na jakiekolwiek sugestie. Jednocześnie wszyscy uważają się za przykładnych Amerykanów.

Jest to jednak tylko wątek poboczny. Prawdziwa akcja rozgrywa się w domu głównego bohatera. Wszystko zaczyna napad, w którym ginie jego żona. W tym momencie jesteśmy wrzuceni w świat, który miłośnicy twórczości Clooneya i Coenów znają bardzo dobrze. Dostajemy mieszankę zaangażowanego kina społecznego z absurdalną historią kryminalną. Czasami wywołuje to pewien zgrzyt, jednak całościowo pomysł się sprawdza. Świetnie kontrastują np. sceny zamieszek rasowych na ulicach, gdy w tym samym czasie w domu bohatera rozgrywa się rodzinny dramat.

Jedyny zarzut, jaki można mieć do tego dzieła to wtórność. Oglądając całość, mamy wrażenie, że gdzieś już to widzieliśmy. Jest to oczywiście prawdą, ponieważ przez ten czas, gdy scenariusz leżał w szufladzie, wiele wątków wykorzystywano w innych filmach. Bohaterowie oczywiście podejmują złe wybory, które zamiast rozwiązywać sytuację, doprowadzają do jeszcze większych komplikacji. W całej historii świetnie odnajdują się aktorzy. Matt Damon oraz Julianne Moore pokazują wszystko, co mają najlepsze. „Truskawką na tym smacznym torcie” jest Oscar Isaac. Chociaż na ekranie pojawia się raptem na kilka minut, to z miejsca kradnie show i na pewno zapamiętacie go po seansie.

To naprawdę solidne kino pełne dramatu, ale i humoru. Mamy tu ludzi, którzy niby żyją w dobrych warunkach, mają ustabilizowane życie i wydaje się, że niczego im nie brakuje. Jak się okazuje, bohaterowie jednak pragną więcej i więcej co ostatecznie prowadzi do tragedii. Ich postępowanie raczej nie wzbudzi u widzów sympatii, ba zapewne wielu ich napiętnuje, jednak gdy seans się skończy, gdzieś tam w tyle głowy może się pojawić współczucie i mimo wszystko próba zrozumienia. W końcu ci ludzie pragną tylko osiągnąć w życiu coś więcej, niestety obierając przy tym złą drogę.

7/10

https://www.youtube.com/watch?v=gLeKWW2KNt4

Autor: Patryk Szczechowiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *