Lokalny Fyrtel

To co najciekawsze w Poznaniu i okolicach




Poznań Sport

Szalony mecz Kolejorza w Gdańsku

Hit kolejki nie zawiódł. W meczu Lecha Poznań z Lechią Gdańsk kibice zobaczyli, aż sześć bramek i dwie czerwone kartki.

To była prawdziwa wymiana ciosów. Prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie, ale ostatecznie mecz zakończył się remisem. Patrząc na ostatnie pojedynki tych drużyn nie powinno to być zaskoczeniem. Momentami brakowało może jakości piłkarskiej jednak na boisku widać było walkę co dało nam fantastyczne widowisko. Liczba goli działa na wyobraźnię jednak bramek mogło paść jeszcze więcej!

Spotkanie rozpoczęło się od prowadzenia gospodarzy. Po dośrodkowaniu Rafała Wolskiego piłkę do siatki skierował Błażej Augustyn. Nie najlepiej zachował się w tej sytuacji Lasse Nielsen, który zresztą zawinił także przy kolejnej bramce faulując w polu karnym Marco Paixao, który potem pokonał z 11 metrów Putnockiego. Na szczęście w międzyczasie bramkę zdobył Gajos i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 2:1. Lechitom sytuacji nie ułatwiały kontuzje przez, które już w pierwszej połowie boisko upuścili Situm oraz Janicki.

Druga połowa to już walka na całego. Wdzięki systemowi VAR sędzia Tomasz Musiał wyrzucił z boiska Michała Nalepę za faul na Christianie Gytkaerze, który wychodził na sytuację sam na sam z Dušanem Kuciakiem. Grający w przewadze goście wyraźnie chwycili wiatr w żagle. W kilka minut wyrównał Gytkaer, który tylko dołożył nogę trafiając do pustej bramki, a następnie na Maciej Makuszewski wyprowadził Kolejorza na prowadzenie. Jednak to nie był koniec emocji. Mihai Radut zobaczył drugi żółty kartonik i siły obu drużyn się wyrównały. Niestety zakończyło się to samobójczym trafieniem Emira Dilavera, po błędzie w bramce Putnockiego, który niepotrzebnie wyszedł z bramki.

Kibice Lecha mogą być niepocieszeni, ponieważ ponownie drugi raz z rzędu poznaniacy tracą punkty w końcówce spotkania. Gdyby nie to odskoczyliby najgroźniejszym rywalom na kilka punktów, a tak nadal mamy niesamowity ścisk w czubie tabeli. Dodatkowo nie wiadomo jak poważnych urazów nabawili się Janicki i Situm.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.