Lokalny Fyrtel

Najciekawsze wydarzenia z Poznania i okolicy

Księżycowe Miasto część II. Związani krwią, kuszeni pożądaniem, wyzwoleni przeznaczeniem. 

I o to właśnie chodzi, Bryce. O to chodzi w życiu. By je przeżyć. By kochać. By pamiętać, że wszystko może zniknąć następnego dnia. Wszystkie te uczucia czynią życie o wiele cenniejszym.

Na samym początku pragnę podkreślić, że nie jest to drugi tom serii o walecznej Bryce tylko dalsza część pierwszej książki. Wydawnictwo zdecydowało się na podzielenie książki na dwie, ponieważ w oryginale jest ona bardzo obszerna. 

Przejdźmy jednak do tego co dzieje się w dalszej części opowieści. Gdybym mogła opisać to jednym i dość kolokwialnym zwrotem  to zapewne użyłabym słów „ o kurczaki!’. Pierwsza część była tak naprawdę dobrym wstępem do tego, co Maas przygotowała dla nas pod w dalszej części.

Bryce i Hunt nadal prowadzą śledztwo, do którego zostali zmuszeni. Zaczynają się wzajemnie akceptować. Rozumieją, że mają wspólny cel. Podczas swoich działań wiele razy przekraczają powszechnie obowiązujące granice. Narażają się Żmijowej Królowej, matce Daniki oraz wielu innym. W tej części pojawiają się również nowe ciekawe postaci, które niejednokrotnie nas zaskoczą.

Wszyscy oczekują nadejścia czasu Narady. Do tego momentu zagadka związana ze śmiercią przyjaciółki powinna zostać rozwiązana. Jednak w trakcie śledztwa pojawiają się nowe tropy i wiele niebezpieczeństw, którym nasi bohaterowie muszą stawić czoła. Nie będę zdradzać szczegółów, abyście sami mogli czerpać taką radość jak ja z lektury. 

Dalsza akcja i losy bohaterów to przepraszam za wyrażenie, ale jakiś kosmos. Maas w cudowny sposób poprowadziła narracje. Trzyma czytelnika w napięciu i co stronę zaskakuje nowymi faktami. Muszę przyznać, że osoby bardziej wrażliwe mogą w pewnych momentach się wzruszyć i uronić łzę. 

Autorka rozpoczęła tę serię bardzo obiecująco i rozpaliła moją wyobraźnie. Ufam, że na kolejne tomy nie da nam długo czekać. Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem i całym sercem Wam polecam!!!

Recenzja gościnna, autorka: AN (Piszę bo i tak tego nikt nie czyta.)




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *